Tuchomek nasza ostoja

Tegoroczne lato to niemal codzienne wypady do Tuchomka. Z racji pandemii doceniliśmy w dwójnasób znaczenie tego miejsca. Jest nam tu wspaniale. Możliwość obcowania z naturą uspokaja, wycisza i relaksuje. I nie jest to bynajmniej banał 🙂

Cieszy nas tu wszystko – każdy rozwijający się kwiat, śpiew ptaków, nawet odwiedzające bezpańskie koty 😀

fotorelacja z czerwca i lipca

Lawendowo

Lawenda w tym roku w Tuchomku obrodziła. Większą część pozostawiłam dla owadów no i oczywiście by zachwycać się jej widokiem 😉

Tę ściętą przeznaczyłam na nalewkę 😀

Do nalewki użyłam samych kwiatostanów. Dlatego z każdej łodyżki poodrywałam kwiatki. Wykorzystałam wszystkie zebrane kwiatki, a było ich dużo, bo aż cztery ubite szklanki.

Kwiaty przełożyłam do dużego słoika.

4 szklanki kwiatów lawendy (ubite)

2 litry wody

3 szklanki cukru

5 cytryn

1/2 litra czystej wódki 40 %

3/4 litra spirytusu 96 %

Z wody i cukru ugotowałam syrop. Przestudziłam. Cytryny dokładnie obrałam ze skórki, pokroiłam w plastry i dodałam do lawendy (uwaga na pestki w cytrynach – trzeba się ich pozbyć). Całość zalałam syropem. Słoik zakryłam bawełnianą serwetką i pozostawiłam na 7 dni.

Po tym czasie przecedziłam przez ściereczkę, dobrze odcisnęłam i dodałam wódkę oraz spirytus. Po dokładnym wymieszaniu i przefiltrowaniu (przez filtr do kawy) przelałam do butelek.

Jest bardzo intensywna w smaku – przepychota, no i ma obłędny kolor 😉

05 czerwca

5 czerwca mój dzień. W tym roku niestety inny niż zwykle. Jola napisała mi – „dziwne tegoroczne urodziny… z dala od przyjaciół, z dala od rodziny …”. Rzeczywiście biesiadować wspólnie nie było nam dane. Ale właśnie to odosobnienie uprzytomniło mi, że do pełni szczęścia wystarczy mi rodzina. I to ona właśnie była ze mną i duchem i sercem, bliżej niż kiedykolwiek 🙂

Ten bukiet mnie oczarował !!! To była miłość od pierwszego wejrzenia 😀 Wręczyła mi go Anitka a wykonał prawdziwy artysta – florysta z kwiaciarni „Fjoł” 🙂

Moi wspaniali, kochani, niezawodni chłopcy – męska delegacja 😉

Z Agą i Olenką „spotkałyśmy się” za pośrednictwem Messenger,a 🙂

Paczka z Wyk-u od Joli i Klausa dotarła jak zawsze na czas i sprawiła mi ogromną radość, a życzenia doprowadziły do łez … Dzięki Kochani 🙂

Spotkanie w Tuchomku z naszą kochaną czwórką Gdynian z zachowaniem obowiązujących procedur 😉

Czas koronawirusa

Kilka tygodni temu, w natłoku codziennych obowiązków, czas spędzony z całą rodziną był nie zawsze osiągalny. Dzisiaj w czasach wszechobecnej izolacji związanej z pandemią COVID-19, praktycznie zamknięci w swoich „czterech ścianach”, tęsknimy za swobodą, poczuciem bezpieczeństwa i wygodą naszego zwykłego życia.

Zbawienne w czasie izolacji jest mądre, rozsądne i świadome korzystanie z dobrodziejstw przyrody. Z takiej właśnie swobody korzystają Aga z Bartkiem i dziećmi wyjeżdżając na całe dnie do Tuchomka. Tam cieszyć się mogą niczym nie zmąconą swobodą i bez ograniczeń korzystać z dobrodziejstw natury w towarzystwie drzew i ptaków. Pogoda jak widać różna. Jednego dnia chłodno, następnego wręcz odwrotnie 😉

My jesteśmy z nimi obecni sercem i myślami i cieszyć możemy się z systematycznie przesyłanych przez Agę fotograficznych relacji. No cóż taki mamy czas 🙁 Trzeba podporządkować się zaleceniom i mieć nadzieję, że ta izolacja pozwoli szybciej pokonać wirusa .

Dzień dobry! Śniadanie w słońcu na balkonie 😉

Historia tuchomskiego świerka

Nasz ukochany świerk, który miał około 30 lat w ciągu jednego miesiąca stracił wszystkie igły 🙁

Mowa o naszym tuchomskim świerku, który posadzony był jeszcze przez poprzedniego właściciela. Kiedy trafił do nas miał około pięciu lat.

Przez 25 lat mogliśmy się cieszyć i podziwiać jego rozwój. Gromadził wiele ptaków, których trele umilały nam czas spędzony w Tuchomku. Szczególnie upodobał sobie to drzewo dzwoniec o jakże wyjątkowym głosie. Jego śpiew jest nie do pomylenia z głosami innych ptaków. Przypomina dźwięk małych dzwoneczków (stąd jego nazwa). W identyfikacji dzwońca miał swój udział Bodzio – nasza botaniczna wyrocznia 🙂

Był wizytówką naszej wiejskiej działki. Wysoki z rozłożystymi konarami, licznymi długimi zwisającymi szyszkami, nieco pochylony w jedną stronę na skutek wiatrów znad jeziora, co moim zdaniem dodawało mu uroku i wyjątkowości. 😉

Poniżej jego historia uchwycona w obiektywie

Tak przedstawia się krótki i intensywny (miesięczny) „koniec” naszego tuchomskiego świerka 🙁

Nalewka z młodych pędów sosny

Nalewka sosnowa smakiem kojarzy się z syropem na gardło. I słusznie, bowiem syrop ten zawiera wyciąg z pąków sosny. Nalewka jest doskonała na wszelkie przeziębienia. Działa wykrztuśnie i bakteriobójczo. Sosnowe pędy zawierają olejek eteryczny, flawonoidy i witaminę C, które pomagają organizmowi w walce ze wszelkimi przeziębieniami i niedomaganiem dróg oddechowych. Nalewka jest smaczna i ma wspaniały, unikalny aromat.

Materiał zielarski na nalewkę zbierać należy zwykle w połowie maja. Wtedy pędy sosny mają od 5 do 10 cm długości. Pokryte są jeszcze drobnymi, brązowymi łuskami i wiotkimi, niedużymi igiełkami. Trzeba uważać aby nie przegapić tego okresu, ponieważ gdy pędy zbyt podrosną tracą soczystość a ich igły twardnieją.

Pędy powinny pochodzić z sosen, które występują w czystym środowisku. Ja zbieram młode sosnowe pędy z moich sosenek rosnących na działce w Tuchomku.

Zebrane pędy należy pokroić na mniejsze kawałki (robię to nożyczkami). Ułożyć w słoju warstwami na przemian z cukrem. Każdą warstwę lekko docisnąć i skropić spirytusem. Po kilkunastu godzinach kiedy pędy puszczą sok dolać resztę spirytusu i wódkę.

Od tego momentu wszystkie pędy powinny być zanurzone w alkoholu, ponieważ wystające pędy ściemnieją i nabiorą niepożądanej goryczki.

Odstawić na minimum miesiąc. Po tym czasie zlać nalewkę, delikatnie odcisnąć i przefiltrować.

Proporcje:

1 kg pędów sosny

3/4 kg cukru trzcinowego

1/2 l spirytusu 95 %

1  l wódki czystej 40 %

Efekt końcowy nalewki na pędach młodej sosny. Degustowałam – mniam 🙂

Majówka

Tegoroczna majówka trwała rekordowo długo. Jednak pogoda nie wszędzie dopisała. U nas nie było tak źle. Pierwsze cztery dni, choć nie upalne, jednak słoneczne i na tyle ciepłe, że gwarantowały całodzienny odpoczynek na powietrzu. Większość czasu spędziliśmy na wsi w Tuchomku. A tu poza wspomnianym relaksem i czasem poświęconym dobrej lekturze wykonaliśmy wiele wiosennych prac porządkowych zarówno w ogrodzie jak i w domu.

Bartek z Olenką i Tobisiem złożyli tor wodny, który na swoją inaugurację czekał prawie rok.  Dzieci bawiły się doskonale 🙂

Olenka już tradycyjnie wojowała z wszechobecnym mniszkiem. Lubi pomagać mi w ogrodzie, zwłaszcza w walce z chwastami, których w Tuchomku nigdy nie brakuje 🙁

Szpaler sumaków (octowców) rosnących przy wjeździe do ogrodu zastąpiliśmy ozdobnymi rajskimi jabłoniami.

Octowce to bardzo witalne rośliny, zdolne do szybkiego wypuszczania odrostów, z którymi trudno sobie radzić. Niczym chwasty rozprzestrzeniały się nawet w odległości metra od macierzystego drzewa. Dlatego wycięliśmy je bez żalu.

Pięknie kwitnące białe i różowe jabłonie utworzyły uroczą rajską alejkę 🙂

Bartek pomógł Rysiowi w kopaniu. W duecie siła 🙂

Budki lęgowe z Choroszczy

 

Budki lęgowe typ Sokołowski, które kupiliśmy u Pana Jana z Chroszczy. Ręcznie robione, malowane drewnochronem. Proste w stylu rustykalnym, takie jak lubię. Niewątpliwą ich zaletą jest to, że są otwierane, co umożliwia ich czyszczenie. Do tego tanie jak przysłowiowy barszcz.

Znalazłam je w internecie. W czasie urlopu na Podlasiu odwiedziliśmy Pana Jana i nabyliśmy od niego trzy budki, które poniżej już w pełnej krasie prezentują się w Tuchomku.

W sumie mamy już 11 domków dla ptaków. Mogą z początkiem wiosny szukać sobie tu schronienia. My z uwagą i przyjemnością będziemy obserwować ich skrzydlatych lokatorów 🙂