Kolory jesieni

Jesienny sezon w Tuchomku. Dzisiaj słoneczko nam towarzyszyło. Rozświetlało magiczne barwy drzew i jesiennych kwiatów. Jesień nie jest moim ulubionym czasem, jednak potrafi zauroczyć swoimi zmieniającymi się kolorami 😉

Drugie grzybobranie tej jesieni. W pierwszym królowały koźlaki. Dzisiaj maślaki. Sąsiedztwo modrzewi im sprzyja 😉

W drodze powrotnej na chwilę do Ali, Rysia i Wojtka. U nich zawsze czujemy się swobodnie, niczym u siebie. I nie łatwo się rozstać. Można pogadać, pośmiać się i pozytywnie nastroić 😉

Dzisiaj, kiedy łaknie się towarzystwa drugiego człowieka niczym kania dżdżu, doceniamy w dwójnasób każde choćby najkrótsze spotkanie.

Wasz chleb pierwsza klasa. Alu jesteście mistrzami wypieków. Piekarnię na Chojnickiej chciałoby się odwiedzać częściej. Dzięki raz jeszcze 😛

Wiekowe, z historią, odnowione

Wiekowe, z historią krzesło rodem z Lniana po raz drugi przeszło metamorfozę 😀

Dwadzieścia kilka lat temu krzesło z rodzinnego domu Rysia odnowiłam brązową lakierobejcą. Teraz przyszedł czas na jego drugą metamorfozę. Tym razem po dokładnym zeszlifowaniu i oczyszczeniu pokryłam go metaliczną farbą do drewna. Trzy warstwy farby wystarczyły, aby krzesło otrzymało nowe oblicze 🙂

Kolor krzesła dopasowany został do nowego pokoju Olenki, w którym znajdzie swoje miejsce. Które to już pokolenie będzie na nim siedziało … 😛

Taboret ze schodkiem BEKVAM – metamorfoza

Taboret z IKEA wykonany z litego drewna (brzoza) po 10 lat użytkowania wymagał odnowienia.

Po dokładnym zeszlifowaniu lakierowanej powierzchni oraz odpyleniu przystąpiłam do malowania. Kolor został dostosowany do nowego wnętrza. Pokryłam go czterema warstwami akrylowej farby marki Flugger w kolorze białym ze srebrną poświatą.

Górny schodek okleiłam tapetą. Całość zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem. Tapetę zabezpieczyłam siedmioma warstwami bezbarwnego lakieru a pozostałe części trzema warstwami.

Tak prezentuje się taboret po liftingu. Mnie się podoba 😀 Zdjęcia niestety kiepskie 🙁 W rzeczywistości prezentuje się wyśmienicie 😛

Wrześniowa niedziela w Tuchomku

Spotkanie rodzinne. Wspólna herbata i obiad, pogawędki i radosne zabawy Olenki i Tobisia – tak spędziliśmy na łonie natury wrześniową niedzielę w Tuchomku.

Bartek wykorzystał ten czas efektywnie. Do malowania półki przystąpił z energią i zapałem co przyniosło ekspresowy rezultat. 😉

Olenka poszła w ślady Tatusia. W przerwach między lekturą i zabawą z Bratem pomalowała rajskie jabłuszko. Rezultat imponujący, niezwykła siła wyrazu 😉 Olenka do każdej manualnej pracy wkłada dużo serca i pomysłowości :)

Tuchomek nasza ostoja

Tegoroczne lato to niemal codzienne wypady do Tuchomka. Z racji pandemii doceniliśmy w dwójnasób znaczenie tego miejsca. Jest nam tu wspaniale. Możliwość obcowania z naturą uspokaja, wycisza i relaksuje. I nie jest to bynajmniej banał 🙂

Cieszy nas tu wszystko – każdy rozwijający się kwiat, śpiew ptaków, nawet odwiedzające bezpańskie koty 😀

fotorelacja z czerwca i lipca

Lawendowo

Lawenda w tym roku w Tuchomku obrodziła. Większą część pozostawiłam dla owadów no i oczywiście by zachwycać się jej widokiem 😉

Tę ściętą przeznaczyłam na nalewkę 😀

Do nalewki użyłam samych kwiatostanów. Dlatego z każdej łodyżki poodrywałam kwiatki. Wykorzystałam wszystkie zebrane kwiatki, a było ich dużo, bo aż cztery ubite szklanki.

Kwiaty przełożyłam do dużego słoika.

4 szklanki kwiatów lawendy (ubite)

2 litry wody

3 szklanki cukru

5 cytryn

1/2 litra czystej wódki 40 %

3/4 litra spirytusu 96 %

Z wody i cukru ugotowałam syrop. Przestudziłam. Cytryny dokładnie obrałam ze skórki, pokroiłam w plastry i dodałam do lawendy (uwaga na pestki w cytrynach – trzeba się ich pozbyć). Całość zalałam syropem. Słoik zakryłam bawełnianą serwetką i pozostawiłam na 7 dni.

Po tym czasie przecedziłam przez ściereczkę, dobrze odcisnęłam i dodałam wódkę oraz spirytus. Po dokładnym wymieszaniu i przefiltrowaniu (przez filtr do kawy) przelałam do butelek.

Jest bardzo intensywna w smaku – przepychota, no i ma obłędny kolor 😉

05 czerwca

5 czerwca mój dzień. W tym roku niestety inny niż zwykle. Jola napisała mi – „dziwne tegoroczne urodziny… z dala od przyjaciół, z dala od rodziny …”. Rzeczywiście biesiadować wspólnie nie było nam dane. Ale właśnie to odosobnienie uprzytomniło mi, że do pełni szczęścia wystarczy mi rodzina. I to ona właśnie była ze mną i duchem i sercem, bliżej niż kiedykolwiek 🙂

Ten bukiet mnie oczarował !!! To była miłość od pierwszego wejrzenia 😀 Wręczyła mi go Anitka a wykonał prawdziwy artysta – florysta z kwiaciarni „Fjoł” 🙂

Moi wspaniali, kochani, niezawodni chłopcy – męska delegacja 😉

Z Agą i Olenką „spotkałyśmy się” za pośrednictwem Messenger,a 🙂

Paczka z Wyk-u od Joli i Klausa dotarła jak zawsze na czas i sprawiła mi ogromną radość, a życzenia doprowadziły do łez … Dzięki Kochani 🙂

Spotkanie w Tuchomku z naszą kochaną czwórką Gdynian z zachowaniem obowiązujących procedur 😉

Czas koronawirusa

Kilka tygodni temu, w natłoku codziennych obowiązków, czas spędzony z całą rodziną był nie zawsze osiągalny. Dzisiaj w czasach wszechobecnej izolacji związanej z pandemią COVID-19, praktycznie zamknięci w swoich „czterech ścianach”, tęsknimy za swobodą, poczuciem bezpieczeństwa i wygodą naszego zwykłego życia.

Zbawienne w czasie izolacji jest mądre, rozsądne i świadome korzystanie z dobrodziejstw przyrody. Z takiej właśnie swobody korzystają Aga z Bartkiem i dziećmi wyjeżdżając na całe dnie do Tuchomka. Tam cieszyć się mogą niczym nie zmąconą swobodą i bez ograniczeń korzystać z dobrodziejstw natury w towarzystwie drzew i ptaków. Pogoda jak widać różna. Jednego dnia chłodno, następnego wręcz odwrotnie 😉

My jesteśmy z nimi obecni sercem i myślami i cieszyć możemy się z systematycznie przesyłanych przez Agę fotograficznych relacji. No cóż taki mamy czas 🙁 Trzeba podporządkować się zaleceniom i mieć nadzieję, że ta izolacja pozwoli szybciej pokonać wirusa .

Dzień dobry! Śniadanie w słońcu na balkonie 😉

Historia tuchomskiego świerka

Nasz ukochany świerk, który miał około 30 lat w ciągu jednego miesiąca stracił wszystkie igły 🙁

Mowa o naszym tuchomskim świerku, który posadzony był jeszcze przez poprzedniego właściciela. Kiedy trafił do nas miał około pięciu lat.

Przez 25 lat mogliśmy się cieszyć i podziwiać jego rozwój. Gromadził wiele ptaków, których trele umilały nam czas spędzony w Tuchomku. Szczególnie upodobał sobie to drzewo dzwoniec o jakże wyjątkowym głosie. Jego śpiew jest nie do pomylenia z głosami innych ptaków. Przypomina dźwięk małych dzwoneczków (stąd jego nazwa). W identyfikacji dzwońca miał swój udział Bodzio – nasza botaniczna wyrocznia 🙂

Był wizytówką naszej wiejskiej działki. Wysoki z rozłożystymi konarami, licznymi długimi zwisającymi szyszkami, nieco pochylony w jedną stronę na skutek wiatrów znad jeziora, co moim zdaniem dodawało mu uroku i wyjątkowości. 😉

Poniżej jego historia uchwycona w obiektywie

Tak przedstawia się krótki i intensywny (miesięczny) „koniec” naszego tuchomskiego świerka 🙁