Lipiec 20th, 2018

Jak co roku w Tucholi, parafrazując przebój Zbigniewa Wodeckiego. Który to rok z rzędu? Najpewniej szósty.

Początek lipca, upalnie jak zawsze i pięknie jak zawsze. Kiedy wjeżdżamy do tego miasteczka już czuję jakieś miłe podniecenie i radość. To wszak nie moje rodzinne strony, ale… Może dlatego, że Ryś wiąże z tym miastem tyle wspomnień i wrażeń i mnie tymi emocjami zaraził, a może to Tuchola tak urzeka i przyciąga niczym magnes ? Nie wiem, ale czuję się tu naprawdę wspaniale!

W tym roku przyjechaliśmy z Jolą, która odwiedzała kuzynki.

Rysiu pierwszy dzień spędził z dawnymi koleżankami i kolegami na zjeździe absolwentów, a ja chłonęłam uroki miasteczka i odpoczywałam w cieniu wiekowych lip i przy pięknej fontannie z łabędziami. Spacerowałam wąskimi starymi uliczkami oraz po odrestaurowanym rynku, gdzie mnóstwo uroczych kamieniczek i gdzie mieści się kawiarnia Łuczniczka, w której można wypić najlepszą czekoladę i kupić najwspanialsze czekoladowe wyroby.

Drugiego dnia już wspólnie chłonęliśmy tucholskie klimaty.

To zdjęcie uważam za najlepsze, jakie udało mi się zrobić podczas naszej trzydniowej podróży. Uroczy prawda?

Polski street art rośnie w siłę, skoro nawet w małej Tucholi zmaterializował się na ścianie kamienicy. Ten mural został wykorzystany dla reklamy. Nie jest żadnym arcydziełem i nie ma żadnego głębszego przekazu poza reklamą, ale jest i pusta dotąd ściana budynku na pewno nieco zyskała na wyglądzie. Wszak mural, muralowi nie równy. Ten nie zachwyca, jak inne potrafią, ale może być.

 

To drzewo rosnące w tucholskim przydomowym ogrodzie bardzo mnie zaintrygowało. Nie widziałam bowiem dotąd nigdzie takiej rośliny. W jej rozpoznaniu pomógł mi internet. Jest to wiecznie zielona roślina – magnolia wielokwiatowa (grandiflora). To cenny gatunek ogrodowy, który zachwyca skórzastymi liśćmi o jajowatym kształcie oraz kwiatami w kształcie czarek.

    Drugi dzień naszej tucholskiej eskapady to wyjazd do Mąkowarska i Lucimia.

    W Mąkowarsku odwiedziliśmy na cmentarzu grób mamy Felicji i wiele innych rodzinnych grobów.

    W Lucimiu spędziliśmy cały dzień. To nasz obowiązkowy punkt programu, podczas wycieczki do Tucholi. Rodzinnie i serdecznie jak zawsze. Wizyta przedłużyła się do późnych godzin wieczornych. Niespodziankę sprawił nam przyjazd Ignaca i Oleni, których Grażynka „zwerbowała” i przywiozła z Gościeradza. Wspaniały pomysł. Nie widzieliśmy się z nimi ładnych kilka lat. Kuzyni mogli wspólnie wznieść toast za miłe spotkanie i wspólnie kibicować.

    Olenka rzuciła pomysł zjazdu rodzinnego, który wszyscy obecni przyjęli z wielką radością. Od razu ustaliliśmy wstępny termin na 26 kwietnia 2019 roku. Załatwienie spraw formalnych wzięła na siebie Olenia.  Mnie zleciła powiadomienie i zachęcenie do udziału wszystkich od strony Taty Józefa.

    Po kilku dniach otrzymałam potwierdzenie terminu. Zjazd rodzinny odbędzie się tak jak planowaliśmy, 26 kwietnia w piątek 2019 roku w miejscowości Dobrcz.  Restauracja zarezerwowana, orkiestra też. 🙂

    Wujek zaproszony przez Romka do układania puzzli, nie potrafił odmówić i tylko jednym okiem zerkał na mecz.

    Trzeciego dnia przed wyjazdem do domu spotkanie z Basią, Marylą, Leonem i Jolą. Basia i Maryla, jako rodowite tucholanki miały z Rysiem wiele wspólnych tematów i jak się okazało, wielu wspólnych znajomych.

    Wizyta miała ograniczyć się do przysłowiowego kwadransa, a przedłużyła się kilkukrotnie. A wszystko za sprawą wspomnień z odległych szkolnych czasów. Nostalgia jest nam wszystkim bliska. Dziękujemy za miłe spotkanie i do zobaczenia w Trójmieście. 🙂

    Przed wyjazdem z Tucholi obowiązkowe zaopatrzenie w czekoladowe pyszności. My już po zakupach – Jola w trakcie.