kolejny pomysł na bird house

 

Drugi nietypowy domek dla ptaków wykonany tym razem z glinianego dzbanka.

Dzbanek kupiliśmy wiele lat temu w Wilnie. To naczynie posiada jeden płaski bok oraz otwór pozwalający zawieszać go na ścianie. Wykonany przez wileńskiego artystę z pięknym ręcznie malowanym motywem.

Niefortunny przypadek sprawił, że został wyszczerbiony. To kwalifikowało go właściwie do wyrzucenia na śmietnik.

Szczęśliwym trafem natknęłam się niegdyś w necie na budki wykonywane z porcelanowych dzbanuszków. I w ten oto sposób wileński ludowy dzbanek zmienił swoje przeznaczenie. Stał się schronieniem dla skrzydlatych przyjaciół. Mam nadzieję, że będzie służył dobrze i spełni swoją rolę znakomicie.

Rysiu z Bartkiem przymocowali go do zbitych ze sobą dwóch deseczek a następnie umocowany został na brzozowym pniu.

W zanadrzu mam jeszcze kilka pomysłów na inne nie mniej oryginalne bird houses. Ale to już po powrocie z wakacji na Wyk auf Fohr.

 

 

DIY – budka lęgowa

 

W sklepach można kupić wiele budek dla ptaków. Są one najczęściej wykonane z drewna. Mają oczywisty, znany każdemu kształt. Mówiąc krótko – niewiele różnią się od siebie.

Można jednak urozmaicić architekturę domków i wykonać nietuzinkową, oryginalną jedyną w swoim rodzaju budkę lęgową.

Każda może być inna. Wykonana z różnych materiałów, posiadająca różne kształty. Wystarczy rozejrzeć się dookoła a okaże się, że jest wiele przedmiotów które mogą być bazą do budowy.

Dla mnie inspiracją stał się koszyk z plecionych słomianych warkoczy, który był dziełem jakiegoś ludowego artysty. Wcześniej służył do przechowywania cebuli. Sprawdzał się w tej roli znakomicie. Mam więc nadzieję, że w roli budki dla ptaków również spełni swoje zadanie.

Rozpoczęłam od wycięcia w dnie koszyka otworu. Wystarczyły do tej czynności nożyczki. Resztę pracy wykonał Rysiu.

 

 

Birdbath c.d.

 

Żeby ptakom było dobrze w naszym ogrodzie oprócz budek lęgowych i gęstych krzewów do gniazdowania trzeba zadbać aby szczególnie w upalne dni, zapewnić im wodę do picia. Każdego na to stać. Nie musimy kupować drogich oferowanych przez handel poidełek.

Wystarczy  stara emaliowana miseczka ustawiona na wiekowym i mocno sfatygowanym metalowym kwietniku. A podobnych rzeczy nadających się do tego celu każdym w domu i w ogrodzie zapewne ma wiele. Trochę chęci i wyobraźni w zupełności wystarczy. A frajda i satysfakcja gwarantowana.

 

 

Kolejny przykład to doniczka i podstawka z terakoty. Do tego płaskie kamienie, które zapewnią stabilizację i ułatwienie małym skrzydlatym wygodnego korzystania z baseniku.

 

 

Harce po południowej drzemce

 

Tobi po południowej drzemce budzi się radosny i skory do harcowania na łóżku. Uwielbia tylko jemu znane „gagutkowanie” (dziecięce igraszki), skakanie  i popisy wszelakie. Trzeba mieć na niego dyskretne baczenie, aby harce nie zakończyły się jakąś niefortunną kontuzją. Kocham tę Jego szczerą dziecięcą radość, ufność i prześliczne roześmiane oczka 🙂

 

 

Majówka

 

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie majówka obfitowała w różnorodne zdarzenia. Krótka fotorelacja z tych pięknych majowych dni. Rodzinnie, twórczo, pracowicie, relaksowo, smakowicie, wesoło, zabawowo, itd, itp.

Obiad w Mulku. Tu zawsze smacznie i obficie.

 

 

A po obiedzie to tylko rzut beretem do Tuchomka.  Chłopcy dali upust swojej energii. Piłka, drabinki, biegi i inne atrakcje na przykład – zbieranie winniczków.

Ślimaki, choć przysłowiowo powolne, z wyścigami radziły sobie całkiem nieźle. Najmniejszy osobnik wystawiony przez Kajtusia był zdecydowanie najszybszy.

Po zakończonych wyścigach wszystkie winniczki zostały w majestacie ekologii i poszanowania przyrody wypuszczone na wolność. Tadzio z Dziadziem  wynieśli koszyk ślimaków poza ogrodzenie na soczystą łąkę.

 

 

Wspinaczka po sędziwych i od lat nie odnawianych drabinkach wpisana została w tradycję dziecięcych zabaw. Chłopcy wyczyniali na niej różnorakie popisy, zwisy, wspinanie, huśtanie i takie tam inne atrakcje ruchowe. A wszystko, jak widać w oddali, pod czujnym okiem rodziców.

 

 

Pierwiosnki i stokrotki zerwane z trawnika to bukiecik, którym chłopcy obdarowali swoją kochaną Mamusię Natkę.

 

 

Zakupy w sklepie ogrodniczym: rajska jabłoń, świdośliwa i dwie czarne porzeczki znalazły miejsce w tuchomskim ogrodzie.  Rajskie jabłuszko posadziliśmy w miejsce kikuta po starej śliwie (przez wiele lat pomalowany na zielono pełnił rolę „ozdobną”). I choć był spróchniały, to wcale nie łatwo było się go pozbyć.

 

 

Z niebieskim kikutem po wiśni nie było żadnych problemów. Bez większego wysiłku został wyrugowany ze swojego miejsca i trafił na ognisko. Trzeba pomyśleć o stworzeniu nowych miejsc, gdzie będzie można umocować karmniki i budki lęgowe.

 

 

W pobliżu naszego największego drzewa okazałego świerku znalazło się miejsce dla świdośliwy. Ma ona wyrosnąć do około trzech metrów. Zobaczymy czy dość bliskie sąsiedztwo ze świerkiem będzie jej służyło.

 

 

No i jeszcze rzeczone porzeczki. Duże krzaczki, obficie kwitnące. Mamy nadzieję, że jeszcze w tym sezonie zbierzemy z nich owoce.

 

 

Bardzo krótki relaks z Wyborczą.

 

 

Rodzinnie

 

Długi majowy weekend już za nami. Pogoda była łaskawa i pozwoliła na spędzenie wielu godzin w Tuchomku i nie tylko. A działo się wiele.

Majówkę rozpoczęliśmy pięknym spotkaniem rodzinnym. To była wspaniała, serdeczna i miła rodzinna wizyta. Dziękujemy Basi, Marzence i Grażynce za pomysł. Oby takich pomysłów było więcej a co za tym idzie niezapomnianych chwil spędzonych wspólnie.

 

 

Kurtka dżinsowa jak nowa

 

Kurtkę dżinsową kupiłam kilka lat temu w Tchibo. Od początku nie odpowiadał mi jej kolor, dlatego wisiała sobie w szafie (aż dziw, że jej komuś nie oddałam).

Przeglądając metamorfozy kurtek z dżinsu w internecie postanowiłam spróbować. Eksperyment się powiódł. Jestem zadowolona. Polecam wszystkim, którzy mają tego typu dylematy.

Kurtka została rozjaśniona w najprostszy sposób, czyli wybielaczem. Ja użyłam wybielacza ACE.

Do plastikowej miski wlałam butelkę wybielacza oraz gorącą wodę (objętość dwóch butelek wybielacza). Kurtkę wcześniej dokładnie zmoczyłam a następnie  włożyłam do roztworu z wybielaczem i zostawiłam na ok. 20 minut.
Dla pewności co jakiś czas zmieniałam jej ułożenie, dzięki czemu na koniec została odbarwiona prawie równomiernie. Do tej pracy należy bezwzględnie używać gumowych rękawiczek!!!

Następnie materiał bardzo dokładnie wypłukałam i dwukrotnie wyprałam w pralce aby pozbyć się  nieprzyjemnego zapachu chloru.

Na kurtkę naprasowałam kilka naklejek i jest nie do poznania!!!

 

 

    

 

 

 

Fotografia Mamy Felicji

Jedyna fotografia Mamy Rysia Felicji, jaka ocalała po wojennej zawierusze. Trafiła do nas dopiero w ubiegłym roku. Przechowała się przez ponad 80 lat u Czesia, który w lipcu ubiegłego roku podarował Rysiowi tę dla niego bezcenną i jedyną pamiątkę po Mamie. Trochę przeleżała u nas w szufladzie zanim znalazła godne miejsce i odpowiednią oprawę. 

Bartek zeskanował i wydrukował powiększoną fotografię a ja zadecydowałam o oprawie.

Długo szukałam odpowiedniej ramki i passe-partout. Za radą naszego szklarza z sąsiedztwa wybrałam ramkę, myślę że pasującą wyśmienicie do fotografii. Co do passe-partout miałam zupełnie inne zdanie od Pana szklarza. Ostatecznie zdecydowałam się na Jego wybór, który koniec końców okazał się trafiony w punkt. Radość z efektu była obopólna zarówno wykonawcy jak i moja.

Oprawiona fotografia wisi w zacnym towarzystwie. Na pierwszej rodzice i rodzeństwo Taty Józefa. Drugie to zdjęcie ślubne moich ukochanych rodziców Anny i Tadeusza. Trzeci obrazek to wizerunek Mamy, Babci i Prababci Felicji.

Wielka Podróż Dorotki

Najnowsza premiera Sopockiego Teatru Muzycznego Baabus Musicalis „Wielka Podróż Dorotki” odbyła się w ubiegłą niedzielę 15 kwietnia.

W rolę Wielkiego Oza wcielił się znakomity aktor filmowy i teatralny Ryszard Ronczewski, a o choreografię i ruch sceniczny zadbał znany tancerz i choreograf Maciej Florek.

Spektakl zrealizowany został z udziałem Chóru Sopockiej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Stanisława Moniuszki pod dyrekcją Piotra Fredricha.

Aktorami były dzieci z Sopockiego Teatru Muzycznego „Baabus Musicalis” a reżyserem przedstawienia była Jadwiga Kościk vel Jagoda Jagson.

Główna rola Dorotki powierzona została Olence. To już jej druga główna rola na deskach tego teatru. Trema jaka udzieliła się przed spektakl Mamusi i Babci Olenki była zupełnie niepotrzebna. Olenka spisała się na medal!!! Brawo Oluś jesteśmy wszyscy szczęśliwi i bardzo z Ciebie dumni.

 

Tobiaszek jeden z najmłodszych widzów i zdecydowany fan swojej siostrzyczki. Na widowni zachowuje się zawsze jak przystało widzowi. Cichutko i ze skupieniem oglądał niedzielne przedstawienie, a następnego dnia u Buni śpiewał zapamiętane fragmenty bajki. Po niedzielnym przedstawieniu wpadł mu do ucha fragment śpiewany przez Wielkiego Oza: „…jestem Oz Wielki Oz…”

Poniżej kilkanaście zdjęć obrazujących niedzielny spektakl.

Wręczanie medali i gratulacje przekazywane uczestnikom spektaklu przez Panią Magdę Bombell Adamowską.

Po przedstawieniu na scenie nie mogło oczywiście zabraknąć Tobiaszka, który zupełnie nieświadomie ogrzewał się w blasku sukcesu Siostrzyczki.