Nowe lustro w starej ramie

Stare przedmioty wcale nie muszą być spisane na straty i niepamięć. Każdy taki przedmiot ma swoją bogatą historią. Są niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju i dlatego bardzo je sobie cenię.

Adaptacja tej starej ramy nie była zbyt skomplikowana. Trudność polegała jedynie na oczyszczeniu powierzchni. Nieodzowna przy tym okazała się elektryczna szlifierka, która odciążyła moje ręce i bez której nie osiągnęłabym takiego efektu. Kilka godzin szlifowania plus zabezpieczenie powierzchni dwoma warstwami wosku i rama gotowa. 🙂

Reszta metamorfozy należała do Pana szklarza.

Nowe lustro w starej ramie w obiektywie 😛

W Bistro Słowacki

Miła i ujmująca obsługa, smaczna kuchnia, rodzinnie, serdecznie i wesoło. Czego chcieć więcej 🙂 W takiej atmosferze przebiegł nasz rodzinny, niedzielny obiad. Dzięki Anitko 🙂

Kremowa zupa z cukinii z kwaśną śmietaną i focaccią
Policzki wieprzowe duszone w ciemnym piwie Vrest z pieczoną marchewką, puree ziemniaczanym i groszkiem
Makaron tagliatelle z krewetkami w sosie aglio olio z pietruszką, chili i czosnkiem

Na czerwonym dywanie

Gdynia kocha film, film kocha Gdynię. Nic dodać, nic ująć…  

Po projekcji dokumentalnego filmu „Zmarłych pogrzebać” o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Piękny ciepły wieczór zachęcił nas do odwiedzenia Kamiennej Góry, zwłaszcza że można tam wjechać szybko i łatwo kolejką linową. Podróż trwa zaledwie 2 minuty.

Punkt widokowy Kamienna Góra prezentuje przepiękną panoramę Gdyni zarówno na morze jak i na miasto.

Jest to dla nas ze względów osobistych szczególne miejsce 😀

Było super, ale za krótko…

Pozostał niedosyt tym razem chyba większy niż zwykle. Dwa i pół dnia zaledwie – za krótko Jolu  🙁

Intensywnie, sympatycznie i fajowo było. Już myślę o powtórce. Czas leci szybko. Jesień za pasem i znowu przyjedziesz i mam cichą nadzieję, że tym razem uda się namówić Klausa  😀

Sprawdzona ekipa 🙂

Smart Hotel. Tu nieźle karmią…

Z wizytą na  Żabiance …

W Sopocie …

Lunch w restauracji Błękitny Pudel…

Na Monciaku się działo…

Do późnej nocy w Smarcie. Miły wieczór 🙂 Szkoda, że to już pożegnalny 🙁

Lechia – Jagiellonia 1:1

 
Jola, Magda, Grzegorz i Karol – wierni kibice Jagiellonii odwiedzili nas za sprawą meczu Lechia – Jagiellonia, który 12 sierpnia rozegrany został na Stadionie Energa Gdańsk. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1 : 1. A więc zarówno kibice biało-zielonych jak i żółto-czerwonych mogli się czuć chociaż w części usatysfakcjonowani 🙂

W Sopocie…

Na plaży w Jelitkowie…

W Oliwie w Parku…

W restauracji w Pałacu Opatów…

Położony na 130 metrach wysokości taras widokowy biurowca Olivia Star w Gdańsku Oliwie. Tu można podziwiać panoramę niemal całej aglomeracji, Trójmiejski Park Krajobrazowy, a nawet przy dobrej widoczności Półwysep Helski i Mierzeję Wiślaną 🙂

W gościnnych progach na Podlasiu

Odpoczynek to także czas spędzony z dziećmi.

Promienna, otwarta, radosna, czasem zakręcona Anusia, z którą jestem w doskonałej komitywie, umie rozbawić, rozweselić i sprawić, że wszystko wokół widzimy w lepszych barwach.

Wdzięk i rezolutność Pawełka też non stop pozytywnie nastraja 🙂

Tych chwil z nimi spędzonych było znacznie więcej, tylko niektóre udało się zatrzymać w obiektywie.

Spotkanie u Iwonki i Leszka. Familijnie, bardzo serdecznie i gościnnie. Iwonka jak zawsze ma wszystko przygotowane finezyjnie. Wyborne jedzonko, miła atmosfera to norma w Stypułkach.

50-tka Aldonki. Tak zacny jubileusz staraliśmy się godnie uczcić. Ale oprawa imprezy nie była najważniejsza. Chodziło głównie o sprawienie radości Aldonce. I to na pewno się udało. Jubilatka była zachwycona i wszyscy, którzy ją kochają i dobrze jej życzą także byli ukontentowani 😀

Sto lat Aldonuś raz jeszcze 🙂

Zakończenie tegorocznej podlaskiej przygody jak zwykle przystankiem w Swaderkach. Stąd już bezpośrednio do naszych domowych pieleszy 🙂

c.d. podlaskich wakacji

Łyk kawy i chwila relaksu w mazurskich Swaderkach.

Słoneczny wczesny poranek, mgła powoli się podnosi, niczym niezmącona lśniąca tafla jeziora, zapach sosnowego lasu i cisza, którą przerywają jedynie pojedyncze ptasie trele. Bajecznie 🙂

A to już na Podlasiu a ściśle mówiąc w ogrodzie u Romci w Lachach. Jukka gigant 🙂 Wyjątkowy okaz.

Kiermusy. Spacer kładką. Jaskółki dobrze się tu czują…

Tykocin. Wiele razy już pisałam o tym miasteczku. Niezmiennie czaruje. Dlatego wracamy tu zawsze kilka razy podczas naszych podlaskich wakacji.

Kulinarnie w tym roku uwiodła nas restauracja Alumnat. Moje podniebienie zdecydowanie skradły pierogi z szyjkami rakowymi, chrupiący schabowy i czekoladowy deser, za którego przyczyną wracaliśmy tu trzykrotnie 🙂 Godne polecenia jest także niepasteryzowane piwo „Alumnat” warzone w niewielkim browarze specjalnie dla tej restauracji.

Oprócz świetnej kuchni filmowy Alumnat zapewnia piękne widoki na rzekę Narew. Można tu usiąść i zaznać prawdziwego spokoju pośród otaczającej rzekę soczystej zieleni. Czego chcieć więcej …

Do restauracji wchodzi się przez dziedziniec, który robi bardzo pozytywne wrażenie. Można tu wypić kawę, poczytać i poczekać na wolny stolik w restauracji, jeśli zapomni się o wcześniejszej rezerwacji 😀

Jeszcze jedno miejsce w Tykocinie godne polecenia. Kawiarnia u Czarneckiego, gdzie na leżakach rozłożonych na piasku w cieniu parasoli, niczym na morskiej plaży można zjeść lody i wypić kawę. 

Synagoga tykocińska po remoncie przybrała nowe barwy, które są powrotem do przeszłości. Górna część elewacji łososiowa, dolna lekko zielona (miętowa).

Trwająca kilkanaście miesięcy renowacja oprócz restauracji fasady objęła również dach, okna oraz system grzewczy i zabezpieczenie  zabytku, uznanego za jeden z siedmiu cudów Polski, przed wilgocią.

Spacery uliczkami Tykocina…

Kurowo. Kilometrowy spacer kładką wśród podmokłych bagiennych okolic Narwi.

Szczęśliwe krowy.

Pasące się krowy na łąkach to na Podlasiu widoki dzisiaj już mało spotykane, niemal muzealne. Udało mi się sfotografować kilka obrazków z krowami żyjącymi na wolności.