malowana sobota

Prawdziwy, stary, drewniany mebel posiada duszę i nieprzemijające piękno.

Before

Krzesło stare przedwojenne. Na odwrocie widoczna „metryczka” – pieczątka zachowana prawie w całości: (dobry tusz!!!) „Józef Januszewski – skład kolonialny i wyszynk – wyroby tytoniowe – Lniano, pow. Świecie”. Krzesło wykonane w Polsce.

Dla nas ma ono wyjątkową wartość. Pochodzi z restauracji mojego Teścia. Dlatego choć nie było już w najlepszej „kondycji” – postanowiłam dodać mu trochę rumieńców – sprawić, że będzie mogło jeszcze czas jakiś pobyć z nami przywodząc ze sobą nie jedno wspomnienie.

Ma już przygotowane miejsce a nawet trzy (łazienka, sypialnia lub kuchnia) – zobaczymy, gdzie będzie się lepiej komponowało.

Trochę zachodu z nim było! Brakowało kilku śrub bez których nogi się „rozchodziły”. Ale najwięcej pracy wymagało szlifowanie i szorowanie całej powierzchni, a zwłaszcza wszystkich zakamarków,  celem odtłuszczenia.

Po tych niezbyt lubianych przeze mnie zabiegach czyszczących nastąpiło: malowanie, malowanie, malowanie (trzykrotne). Tak wyglądało z jedną warstwą farby.

After

A tak wygląda po trzech warstwach srebrnej akrylowej farby (szwedzkiej) i wtarciu jednej warstwy pasty pozłotniczej (srebrnej). Pozostanie już tylko polerowanie (po 24 godzinach) i pokrycie warstwą werniksu.

Ryszard też malował domek i okiennice.

Po zmaganiach z „Józwowym” krzesłem – zabrałam się za decu. I tak powstał świecznik z rybami i dwie bransoletki, które są namacalnym dowodem na to, że już tęsknię za latem…

Remis Polska – Niemcy

 

Wielkie emocje towarzyszyły spotkaniu drużyn narodowych Polski i Niemiec w pierwszym reprezentacyjnym meczu na stadionie PGE Arena Gdańsk. Los meczu rozstrzygnął się w ostatnich sekundach i zakończył wynikiem 2:2.

Kibice z Gdańska i Łomży – szczęśliwi, radośni, usatysfakcjonowani

 

 

 

Sławni, wielcy, niezapomniani

 

 

Sesja zdjęciowa w plenerze

Ciepło, słonecznie i bezwietrznie – ostatnie okruchy lata. Odpoczynek w Tuchomku wspaniały! Przycinanie krzewów, suchych kwiatów, gotowanie, czytanie no i oczywiście najprzyjemniejsze – decoupage’owanie. Rezultat –  taka oto skrzynka a na niej: sławni, wielcy, niezapomniani. Pracować w tak piękną pogodę na powietrzu to prawdziwa przyjemność!

 

 

I jeszcze małe pudełko – zgodnie z życzeniem Joli motyw – róże. Postarzone, poprzecierane – shabby chic. Nie wiem czy jeszcze dodać trochę złoceń?

 

 

I duże pudło na karty menu do Restaurant zum Walfisch w trakcie pracy!

 

 

Gruszkobranie

 

Stara, piękna grusza w Truskolasach, gdzie często bywaliśmy podczas naszego ostatniego pobytu na Podlasiu, wyjątkowo w tym roku obrodziła.

 

 

Niestety tak duże drzewo wymaga nie lada wyczynu i odwagi aby sięgnąć po jego owoce. Ten odważny to Grzesiu.

Gruszki dorodne, pyszne, a najlepsze przetworzone w occie. Zwłaszcza, że robione z gruszek  zerwanych prosto z drzewa – starej poczciwej gruszy, która nie zna chemicznych oprysków.

Cała nasza „zabawa” z gruszkami – to gromadne przedsięwzięcie. Wszyscy kibicowaliśmy Grześkowi przy ich zrywaniu, potem wspólne obieranie, gotowanie zalewy i gruszek, aż do zamknięcia słoików. Wszystkie czynności odbywały się pod czujnym okiem Romeczki. Większość prac wykonywanych na powietrzu na ławce pod jabłonią. I w tym cały urok.

 

A przepis na gruszki w occie mojej kochanej Romci sprawdzony i naprawdę godny polecenia:

 

Zalewa:

 

1/2 litra octu 10%

1 litr wody

1 kg cukru

goździki

 

Składniki zalewy zagotować, dodać obrane i przepołowione gruszki (z usuniętymi gniazdami nasiennymi). Gotować  10 – 15 minut. Gorące przekładać do słoików. Zakręcić, odwrócić do góry dnem.

Bardzo smaczne do mięs na ciepło i na zimno, szczególnie drobiu!!!

 

Budda podbija świat

Buddha erovrar varlden

Kasetka w kształcie książki na cenne kobiece drobiazgi. Pracowałam nad nią z przerwami od półtora roku. Ciągle coś zmieniałam – dodawałam nowe elementy, napisy, cieniowałam, złociłam, patynowałam. Zmieniała swój wygląd wielokrotnie. Potem jeszcze kilkadziesiąt razy lakierowałam, szlifując po każdych pięciu warstwach lakieru. Wiele godzin poświęciłam na jej wykonanie, ale w przypadku tego pudełka zawsze wracałam do pracy nad nim z przyjemnością, bo ciągle się zmieniało i wyglądało coraz ciekawiej. Chyba zostanie u mnie, bo bardzo się do niego przywiązałam.

Ostatecznie wygląda – jak niżej. W rzeczywistości lepiej,  zdjęcia niezbyt udane.

Tykocin – miasto magiczne

Tykocin – miasteczko leży nad Narwią, na Białostocczyźnie. Ulice brukowane albo piaszczyste, stare kamieniczki obok drewnianych chałup.

Rok rocznie będąc na Podlasiu odwiedzamy Tykocin – miasto magiczne, pełne uroku, zachwycające swoją niezwykłą historią, nastrojem i licznymi zabytkami. Tu w restauracji „Tejsza”smakujemy  dań kuchni żydowskiej, a w restauracji Regent, podziwiamy bogactwo smaków i aromatów  kuchni podlaskiej.

Przed budynkiem synagogi – Muzeum w Tykocinie zaprezentowana została w tym roku wystawa plenerowa „Śladami pamięci”, poświęcona sylwetkom i twórczości artystów żydowskich związanych z Białymstokiem.

W samym centrum Tykocina stoi synagoga z 1642 r. (na zdjęciu powyżej), jedna z najstarszych i największych w Polsce. Synagoga jest masywna, murowana, na planie czworoboku, z wysokim dachem z czerwonej dachówki i okrągłą wieżą w narożniku.
Przed wojną w Tykocinie mieszkało ponad 2 tys. Żydów (połowa ludności). Zajmowali całe „śródmieście” – mieli apteki i sklepy. Miasto słynęło z wyrobu tałesów – modlitewnych szali. Katoliccy chłopi mieszkali na obrzeżach, uprawiali pola.

Pentowo -bociani raj

Pentowo – siedlisko szlacheckie uhonorowane w 2001 roku przez niemiecką Fundację Europejskiego Dziedzictwa Przyrody EURONATUR tytułem Europejskiej Wsi Bocianiej.

Od blisko dziesięciu lat  odwiedzamy  Pentowo. To miejsce przyciąga nas jak magnez, niezmiennie fascynuje i zachwyca. Tu siedząc na pomoście, wypijając kubek kawy robimy sobie krótki odpoczynek przed dakszą podróżą. Jest to dla nas miejsce wyjątkowe, gdzie w niezmąconej ciszy (chyba, że klekot bociana), w otoczeniu pięknej przyrody można prawdziwie odpoczywać.

Europejska Wieś Bociania koło dworku Pentowo, położona jest 2 km od Tykocina w dolinie rzeki Narwi. Od 1991 roku, kiedy huragan połamał okoliczne drzewa, na ich wierzchołkach zaczęły osiedlać się bociany. Co roku ich przybywało. Właściciele Pentowa przy pomocy Północnopodlaskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków zbudowali specjalne platformy umożliwiające powstawanie kolejnych gniazd. W tym roku zamieszkało w nich aż 31 bocianich rodzin.

Gniazda są wszędzie: na drzewach, dachach. Z dwóch platform widokowych można podglądać życie ptaków.

Widać jak spacerują w poszukiwaniu pożywienia, jak młode uczą się latać, co chwila słychać bociani klekot. To naprawdę nieprawdopodobne miejsce.

Bocianich gniazd jest również dużo w okolicy.  Przy drogach, we wsiach, na polach. Gniazda bocianie zdobią dachy domów, stodół, słupów, drzew. W dolinie Narwi ze względu na czyste środowisko i dobre warunki pokarmowe żyje najwięcej bocianów w Europie. Miłośnicy tych wyjątkowych ptaków mogą je spotkać przemierzając Podlaski szlak bociani wiodący przez Doktorce, Zawyki, Suraż, Turośń Dolną, Dobrowodę, Baciuty, Bokiny, Kurowo, Pajewo, Tykocin, Pentowo, Łaziuki.

Szlifowanie, lakierowanie, przecieranie

Przez niedzielę i poniedziałek trudziłam się nad wykończeniem wcześniej przygotowanych podkładek z Gibson Girl i Marylin Monroe. Było więc żmudne i nudne szlifowanie, lakierowanie, przecieranie i znowu kilkakrotne lakierowanie z przecieraniem na przemian.

Gibson Girl  – Dziewczyna Gibsona – stworzona przez rysownika Charlesa Dana Gibsona. Kobiecy ideał urody z końca XIX i początków XX wieku. Inspiracją dla rysowanej przez Gibsona postaci była żona rysownika, Irene Langhorne i jej siostry. Czarno-białe szkice przedstawiające Gibson Girl ukazywały się m.in. w takich czasopismach jak „Life”, „Harper’s” i „Collier’s Weekly”.

Szlakiem Tatarskim

W tym roku po raz trzeci przemierzaliśmy podlaski szlak tatarski. Zaczęliśmy od Sokółki. W pobliżu parkingu „przywitała” nas niezwykłą urodą i blaskiem kopuł Cerkiew św. Aleksandra Newskiego. Zbudowana w latach 1850-1853. Cerkiew posiada jedną dużą kopułę i cztery boczne. W 1869 r. oddano do użytku dzwonnicę. W 1879 roku budynek uległ spaleniu, ale wkrótce został odbudowany. We wnętrzu znajduje się ikonostas pochodzący z 1905 roku. Niestety nie mogliśmy go zobaczyć, ponieważ cerkiew była zamknięta.

Nieopodal rynku w zabytkowym budynku mieści się muzeum regionalne. Znajduje się tu stała wystawa poświęcona osadnictwu tatarskiemu. Przypomina dzieje osadnictwa tatarskiego na terenie Rzeczypospolitej i Litwy, przybliża zwyczaje polskich Tatarów, ich tradycje oraz wzajemne przenikanie się kultur polskiej i tatarskiej. Z prawdziwą przyjemnością i zainteresowaniem wysłuchaliśmy przewodnika, który w bardzo przystępny i interesujący sposób przekazał  wiedzę dotyczącą Tatarów w Polsce ich życia i obyczajów, podobieństw i różnic w kulturze oraz tradycji kultywowanej przez Tatarów zamieszkujących te tereny.
 
 
Z Sokółki przemierzając i podziwiając piękno podlaskiej przyrody dotarliśmy do Bohonik.  

Jest to wieś położona 7 km od Sokółki, w której Jan III Sobieskiw 1679 r. na mocy przywilejów osiedlił żołnierzy tatarskich nadając im ziemię za zaległy żołd. Osiadły tu oddziały rotmistrza Bohdana Kieńskiego, Gazy Sieleckiego i Olejowskiego.

Mimo, iż wieś jest niewielka przyciąga turystów z całego kraju i zagranicy. Magnesem ściągającym jest jeden z dwóch czynnych na Podlasiu meczetów i cmentarzy muzułmańskich w Polsce.

Świątynia znajduje się w centrum Bohonik. Jest drewnianą, sześcienną budowlą o stożkowatym dachu z wieżyczką zakończoną półksiężycem.

Z Bohonik przez uroczą wieś Krynki dotarliśmy do Kruszynian.

We wsi znajduje się meczet, który został zbudowany pod koniec XVII lub na początku XVIII wieku. Kruszyniany w podobny sposób, za sprawą Jana III Sobieskiego zostały zamieszkałe przez Tatarów. Meczet jest drewniany,  większy od bohonickiego. Posiada dwie wieże z kopułami i niewielki minaret. Na ścianach wiszą muhiry. Podłoga wyścielona jest kolorowymi dywanami. Meczet otoczony jest obramowaniem z kamienia. Przed wejściem rosną stare wysokie drzewa, dodające temu miejscu powagi i swoistego uroku.

Cmentarz tatarski – Mizar oddalony jest od świątyni o około 100m. Prowadzi do niego polna droga. Leży na wzniesieniu porośniętym lasem. Otoczony jest kamiennym murem, przed wejściem znajduje się brama z tabliczką informacyjną, a na jej szczycie charakterystyczny element – półksiężyc. Starsza część znajduje się w centralnej części, jest porośnięta krzakami. Najstarszy kamień nagrobny jaki udało się odczytać, pochodzi z 1744 r., następne zaś z 1790 r. i z pierwszej połowy XIX w.

W Bohonikach specjały kuchni tatarskiej proponuje Dom Pielgrzyma, w Kruszynianach – Tatarska Jurta, prowadzona przez Dżennetę Bogdanowicz. W obu miejscach posmakujemy takich potraw, jak choćby: kołduny tatarskie, pierekaczewniki, cebulniki, kibiny, jeczpoczmaki, pieremacze i czebureki. Tak nietypowe potrawy można dziś spotkać jedynie w domach tatarskich.

 Posmakowaliśmy specjałów Dżenetty Bogdanowicz. Bardzo smaczne, godne polecenia!

Kuchnia tatarska łączy akcenty tureckie, ukraińskie, białoruskie, greckie i kaukaskie. Jej podstawowymi składnikami jest mięso baranie i wołowe, mąka, nabiał, warzywa i przyprawy. Różnorodność kuchni tatarskiej wynika z tego, że przez setki lat swej burzliwej historii Tatarzy adoptowali tradycje kulinarne regionów, na których się osiedlali.