Zamiast kolejnych godzin za świątecznym stołem dużo spacerowaliśmy. Sopot piękny, świąteczny no i pogoda wybitnie sprzyjała spacerom zwłaszcza po sopockim molo!
Kategoria: inne
inne
Świerkowe samosiejki
Po dzisiejszym spacerze w tuchomkowym lesie kilka świerkowych samosiejek wylądowało w naszym bagażniku. A teraz cieszą oczy, pachną i zwiastują nadchodzące święta.
Największa świerkowa samosiejka w chińskiej amforze ozdobiona tylko kilkoma srebrnymi bombkami, z pięknym aniołem na szczycie, który podarowała mi Ala i oświetlona ciepłym światłem lampek choinkowych.
Dwie maleńkie choineczki w szklanym wazonie w towarzystwie anioła.
A te ozdobione kilkoma piernikami znalazły miejsce na komodzie w przedpokoju.
Pozostały miłe wspomnienia
Trzynaście dni, jakie Jola z Klausem spędzili w Gdańsku minęły bardzo szybko i jak zwykle za szybko. Pobyt tradycyjnie bardzo „intensywny”. Były spotkania na Żabiance w niepełnym składzie (szkoda, że zabrakło Natki z rodziną, którą trapiły infekcje) i we Wrzeszczu u rodziców Joli, był spektakl w Teatrze Muzycznym i gonitwy po Galerii Bałtyckiej. Pozostał jak zawsze niedosyt i żal, że za krótko.
Szczęściarze, trafili na piękną pogodę, która sprzyjała nadmorskim spacerom.
Stary Gdańsk zachwycał urodą, którą nasi goście mogli podziwiać z okien hotelu Merkury.
Największą atrakcją jednego z naszych wieczorów był pies Uwe z Wyspy, którego występy cieszyły nie tylko Olenkę.
Przepastna torba z upominkami kryła dużo pięknych niespodzianek…
Między innymi fajne kolorowe pasemka, zwłaszcza te w kolorze blue
Na spektakl w teatrze przystoi z lornetką, zwłaszcza, że pasuje do stylizacji.
Spektakl w Teatrze – muzyczna wersja „Lalki” przedstawiona nowocześnie wręcz awangardowo. Aktorzy niczym marionetki, lalki pociągane za sznurki, scenografia i kostiumy również nietuzinkowe. Wszystko może budzić skrajne emocje. Mnie nie zawiódł. Wręcz odwrotnie. Pełne trzy godziny wypełnione dobrą muzyką, tekstami piosenek i niekonwencjonalną grą. No i genialne epizody w wykonaniu Andrzeja Śledzia (Tomasz Lęcki) oraz Tomasza Gregora (Barona Krzeszowskiego), które na widowni wywoływały salwy śmiechu. Fajny wieczór.
Spotkanie w tradycyjnym gronie od wieeelu lat
Obopólna sympatia także od wieeelu lat
Quartetto niezmienne od lat
Urodziny, urodziny
Pracowity piątek
Pogoda wspaniała jak przystało na złotą polską jesień – przynajmniej tak było do piątku. Wykorzystaliśmy ciepło i słońce piątkowe i nie czekając do wiosny wzięliśmy się za palenie ogromnych stosów gałęzi i konarów, które zalegały na działce. A na zdjęciach jakże efektowne ognisko. Płomienie sięgały prawie do wysokości naszego okazałego świerka. Było naprawdę gorąco!
Lipcowa sesja
Słoneczne życzenia
Sierpniowe dni na Podlasiu
Pięknym, niezapomnianym sierpniowym dniom spędzonym na Podlasiu towarzyszyła wspaniała pogoda. Wprawdzie zwiedziliśmy w tym roku znacznie mniej niż zazwyczaj to bardzo ciepłe, serdeczne i gościnne spotkania rodzinne były wystarczającą rekompensatą.
Tykocin odwiedziliśmy dwukrotnie i niezmiennie pozostajemy pod jego urokiem.

Odwiedzając restaurację – Villa Regent mieszczącą się w XIX-wiecznej odrestaurowanej żydowskiej kamienicy w bezpośrednim sąsiedztwie barokowej Synagogi oraz zabytkowych kamienic i brukowanych uliczek można przez chwilę zapomnieć o rzeczywistości i poczuć klimat dawnych czasów. Chętnie tu przychodzimy na kieliszek nalewki pigwowej robionej przez właściciela restauracji. Można tu także uraczyć się specjałami kuchni regionalnej i żydowskiej.

Ja oczywiście zawsze na pierwszym miejscu stawiam na babkę ziemniaczaną o ile znajdzie się w jadłospisie. Ta w Regencie była pyszna – świeża, chrupiąca, podana z kwaśną śmietaną.


Zdjęcia tych bocianów zrobiłam z samochodu – nie są więc najlepszej jakości – ale jakaż to frajda zobaczyć długonogiego przystojniaka w odległości zaledwie kilku metrów dostojnie kroczącego po polu.

Będąc w Tykocinie nie sposób pominąć Pentowa – Europejskiej Wioski Bocianiej. W tym roku bociany zagościły tu w 27 gniazdach.

A nieopodal Pentowa – Dworek nad Łąkami i Karczma Rzym w Kiermusach położone wśród rozlewisk rzeki Narwi i rozciągających się wokół łąk. Czy można wymarzyć sobie lepsze miejsce do wypicia małej czarnej z termosu w towarzystwie nieco zaskoczonych naszą obecnością uroczych przeżuwaczy roślinożernych.


A niżej równie urocze z obory Wojtka

W niedzielę Wojtek zaprosił całą ferajnę na miodobranie do Tykocina. Przy okazji lody, które miały choć trochę złagodzić skwar lejący się z nieba.

Najmłodsza Anuśka,

Julia

i Amelka przed wyjazdem do Tykocina.

Młynowa 19 – tu mieści się Alternatywny Teatr TrzyRzecze w Białymstoku. Wnętrze przedwojennego drewnianego domu przekształcone w scenę teatralną. Obejrzeliśmy tu sztukę Konrada Dulkowskiego – Błazenada. Bardzo emocjonalne przedstawienie. Fantastyczna gra zwłaszcza Agnieszki Findysz niepozornej blondynki, która na scenie kreuje role tak sugestywnie, że można poczuć się jakbyśmy byli świadkami jej dramatu. Sztuka niełatwa i doprawdy nie optymistyczna. Na długo po spektaklu pozostaje w głowie i zmusza do myślenia.



Ulica Młynowa położona przed wojną w żydowskiej dzielnicy Chanajki była gęsto zabudowana piętrowymi murowanymi budynkami i parterowymi drewnianymi pochodzącymi z końca XIX i początku XX wieku. Mieściły się w nich liczne sklepiki i zakłady rzemieślnicze.
Dzisiaj pozostało tu kilka rozpadających się domów, które niestety nie zostaną ocalone od zapomnienia.




Mając godzinę do rozpoczęcia spektaklu w teatrze TrzyRzecze mogliśmy zwiedzić wspaniały nowy obiekt kultury – Operę i Filharmonię Podlaską, która jest obecnie największą instytucją artystyczną na terenie północno-wschodniej Polski.
Gmach opery znajduje się w centrum miasta, w pobliżu Teatru Lalek i dużego terenu zieleni z bogatym starodrzewem. Projekt zakłada wkomponowanie obiektu Opery w zielone otoczenie. Sam budynek też będzie zielony, na jego ścianach i dachu zasadzono roślinność.


zbiorniki wodne wokół obiektu wypełniają całe ławice czerwonych rybek


a w kafejce serwują wspaniałe lody

I jeszcze jeden wypad do Białegostoku, który utwierdził nas w przekonaniu, że miasto z roku na rok pięknieje.





W Astorii polecić mogę wszystkim miłośnikom pierogów danie pod nazwą symfonia pierogów. Pięć gatunków wyśmienitych suto okraszonych domowych pierogów podanych z blanszowaną marchewką i cukinią.


Wizyta w rezydencji Iwonki i Leszka

Dziś jest tu bardzo pięknie, a przecież to nie koniec zmian. Gratulujemy i trzymamy kciuki za dalsze poczynania i serdecznie pozdrawiamy.



W Lachach dużo radości dostarczały nam cztery osierocone kocięta, którymi wyjątkowo troskliwie opiekowały się Asia i Natka.


Karmienie strzykawką odbywało się mniej więcej co dwie godziny.

Maleństwa uwiodły nas wszystkich, także Jacka.



A ten kotek rodem z Sierzput. Widać, że z Zuzą jest w dobrej komitywie.

Po kociej paradzie czas na szczeniaka Filipa, który przed kilkoma dniami zamieszkał u Jasia i który podbił serca kocich opiekunek.


Gruszki w tym roku na Podlasiu wyjątkowo obrodziły. Każda grusza uginała się pod ciężarem owoców.


Dorodne gruszki prosto z drzewa wspólnymi siłami podlegały obróbce i trafiały do słoików, a dzisiaj pokaźna liczba gruszkowych przetworów wypełnia naszą spiżarnię. Jeszcze raz dziękuję za pomoc Romci, Aldonce i Ani.

W Sierzputach spędziliśmy wyjątkowy dzień uwieńczony pieczeniem kiełbasek przy ognisku. Tu zawsze jest bardzo gościnnie i serdecznie.





We Frankach na tarasie można coś przekąsić albo poczytać
W drodze powrotnej w Szczytnie nad jeziorem krótki przystanek na łyk kawy i jagodziankę


Po wakacjach

Olenka, po wakacjach spędzonych u dziadków na Śląsku odwiedziła nas w miniony poniedziałek. Opowieści o wyprawach w góry z rodzicami były bardzo ciekawe i sprawiły nam dużo radości. Najbardziej dumny był Dziadziuś, kiedy Olenka opowiadała o pięknych widokach, które można podziwiać w górach.
Przy okazji zaprezentowała się w nowych ubrankach. Robiła przy tym różne pozy i minki niczym maleńka modelka. W białej sukieneczce, którą przywiozła jej ciocia Haneczka pokazuje Dziadziusiowi zielone żabki – frotki do włosów, które dostała od cioci Joli.


Niżej w pięknej tuniczce i spodenkach, które Jacek i Mariolka przywieźli Olence z Kanady.


A tu stylizacja z różowymi okularami i w bluzeczce w tym samym kolorze, którą również otrzymała od cioci i wujka z Kanady.

Spotkanie
24 lipca w restauracji w Pałacu Opatów, której klimatem i wystrojem jesteśmy niezmiennie urzeczeni – spotkaliśmy się w gronie rodzinnym w związku z wizytą Jacków w Polsce. Czas spędziliśmy fantastycznie. Radosne powitanie, wspominki, zabawy dzieci i pyszne menu, które było zwieńczeniem tego naprawdę wyjątkowego spotkania.

Ja wybrałam na przystawkę chrupiące prosto z patelni placki z łososiem. Wyborne!

Natka na danie główne zamówiła łososia – mniam…

Większość zdecydowała się na pierogi, które ta restauracja serwuje w wielu wersjach. Każda równie pyszna. Były ruskie, z polędwicą i grzybkami oraz z dziczyzną. Ale byli też zwolennicy mięsnych dań, a nawet spagettii.
















































