Maj 21st, 2018

 

Wieloryb – niezwykle inteligentny, łagodny i piękny ssak. Te morskie olbrzymy pobudzały wyobraźnię i fascynowały człowieka od zawsze.

A ja lubię te największe zwierzęta zamieszkujące Ziemię za całokształt i również dlatego o czym Jola wie najlepiej…

A dzisiaj o tyci, tyci wersji olbrzyma – drewnianym małym wielorybie na kółkach, który służył do zabawy Tadziowi i Kajtusiowi. Trochę nadgryziony przez jego właścicieli tu i ówdzie. A zważywszy  na miękkie drewno z którego jest wykonany nie wymagało to specjalnych zabiegów.

Chłopcy „wyrośli” już z zabawki, co zwykle jest koleją rzeczy. Wylądował więc u mnie. A ja wiadomo, że prawie żadnemu przedmiotowi wykonanemu z drewna nie odpuszczę. Takoż było i z małym drewnianym wielorybkiem.

Surowe drewno nieco zmatowiłam drobnym papierem ściernym i dwukrotnie pomalowałam farbą akrylową. Następnie znowu przetarłam papierem ściernym i pokryłam woskiem.

Teraz zregenerowany waleń stoi na półce obok książek.

 

 

 

0
Maj 20th, 2018

Basen dla ptaszków na upalne dni.

 

Cynowa taca kupiona niegdyś w Jysk stała się inspiracją do zrobienia poidełka dla małych skrzydlatych. Powstało migiem, w kilkanaście minut. Takie kreatywne prace lubię najbardziej. Za postument, na którym stanęła cynowa taca posłużyły stare cegły i jeszcze sędziwsze terakotowe płytki.

Do obciążenia użyłam dwóch kamieni i rzeźbionej w kamieniu sowy. Dekorację uzupełniła mała zielona żabka. Sowę za namową Rysia zamieniłam osłonką doniczkową w kształcie ropuchy. To był wspaniały pomysł, ponieważ osłonka wypełniona wodą stanowi dodatkowe poidełko.

Wyszło fajnie, zwyczajnie, bez zbędnych ceregieli. Takie pomysły w naszym typowo wiejskim, leśnym ogrodzie lubię najbardziej. Do tego fakt wykorzystania starych niepotrzebnych rzeczy cieszy mnie jeszcze bardziej.

Basenik na pewno będzie dodatkową zachętą dla ptaszków, które i tak licznie odwiedzają nasz ogród korzystając z wielu budek lęgowych i karmy w postaci owoców rosnących tu krzewów.

Z upływam czasu z naszego poidełka – baseniku na pewno będzie korzystać wiele ptaków. Wystarczy pierwsza przypadkowa wizyta. Potem już regularnie będą odwiedzały swój nowy wodopój. Postawiony jest w bardzo widocznym miejscu więc szanse na jego zauważenie przez skrzydlatych gości są bardzo duże.

 

 

0
Posted in kreatywnie, w Tuchomku |
Maj 15th, 2018

W Tuchomku błękitne trawniki, na których niezapominajki ‚Blue basket’ rozesłały rozległe kwiatowe kobierce. Ich kwiaty w kolorze czystego pogodnego nieba przyciągają i radują wzrok, tworząc na trawniku malownicze błękitne obłoczki. Z każdym rokiem roztaczają się na coraz większych połaciach. Rozsiewają się same i nie wymagają żadnych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie należy im tylko przeszkadzać i zbyt szybko (przed rozsianiem) usuwać przekwitnięte roślinki.

 

Bzy pachną i cieszą oko. Nie ma ich zbyt dużo, bo przycinam każdego roku jesienią, a one kwitną na zeszłorocznych pędach.

 

0
Posted in w Tuchomku |
Maj 14th, 2018

Tobi po południowej drzemce budzi się radosny i skory do harcowania na łóżku. Uwielbia tylko jemu znane „gagutkowanie” (dziecięce igraszki), skakanie  i popisy wszelakie. Trzeba mieć na niego dyskretne baczenie, aby harce nie zakończyły się jakąś niefortunną kontuzją. Kocham tę Jego szczerą dziecięcą radość, ufność i prześliczne roześmiane oczka 🙂

 

 

0
Posted in inne |
Maj 7th, 2018

W czasie długiej majówki zdążyłam zrobić trochę prac. Zważywszy na ilość to można by rzec zatrzęsienie (zwłaszcza dwustronnych podkładek). Jeszcze lakierowanie mnie czeka, ale to już sukcesywnie. Sama nie wiem jak mi się udało z takimi krociami poradzić. Łatwo nie było. Efekty pracy na załączonych fotkach.

Przegląd mojej majówkowej twórczości.

Jolu, czy nie za dużo !!! ?

 

0
Posted in decoupage |
Maj 6th, 2018

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie majówka obfitowała w różnorodne zdarzenia. Krótka fotorelacja z tych pięknych majowych dni. Rodzinnie, twórczo, pracowicie, relaksowo, smakowicie, wesoło, zabawowo, itd, itp.

Obiad w Mulku. Tu zawsze smacznie i obficie.

A po obiedzie to tylko rzut beretem do Tuchomka.  Chłopcy dali upust swojej energii. Piłka, drabinki, biegi i inne atrakcje na przykład – zbieranie winniczków.

Ślimaki, choć przysłowiowo powolne, z wyścigami radziły sobie całkiem nieźle. Najmniejszy osobnik wystawiony przez Kajtusia był zdecydowanie najszybszy.

Po zakończonych wyścigach wszystkie winniczki zostały w majestacie ekologii i poszanowania przyrody wypuszczone na wolność. Tadzio z Dziadziem  wynieśli koszyk ślimaków poza ogrodzenie na soczystą łąkę.

Wspinaczka po sędziwych i od lat nie odnawianych drabinkach wpisana została w tradycję dziecięcych zabaw. Chłopcy wyczyniali na niej różnorakie popisy, zwisy, wspinanie, huśtanie i takie tam inne atrakcje ruchowe. A wszystko, jak widać w oddali, pod czujnym okiem rodziców.

Pierwiosnki i stokrotki zerwane z trawnika to bukiecik, którym chłopcy obdarowali swoją kochaną Mamusię Natkę.

Zakupy w sklepie ogrodniczym: rajska jabłoń, świdośliwa i dwie czarne porzeczki znalazły miejsce w tuchomskim ogrodzie.  Rajskie jabłuszko posadziliśmy w miejsce kikuta po starej śliwie (przez wiele lat pomalowany na zielono pełnił rolę „ozdobną”). I choć był spróchniały, to wcale nie łatwo było się go pozbyć.

Z niebieskim kikutem po wiśni nie było żadnych problemów. Bez większego wysiłku został wyrugowany ze swojego miejsca i trafił na ognisko. Trzeba pomyśleć o stworzeniu nowych miejsc, gdzie będzie można umocować karmniki i budki lęgowe.

W pobliżu naszego największego drzewa okazałego świerku znalazło się miejsce dla świdośliwy. Ma ona wyrosnąć do około trzech metrów. Zobaczymy czy dość bliskie sąsiedztwo ze świerkiem będzie jej służyło.

No i jeszcze rzeczone porzeczki. Duże krzaczki, obficie kwitnące. Mamy nadzieję, że jeszcze w tym sezonie zbierzemy z nich owoce.

Bardzo krótki relaks z Wyborczą.

 

0
Posted in inne, w Tuchomku |
Maj 5th, 2018

Długi majowy weekend już za nami. Pogoda była łaskawa i pozwoliła na spędzenie wielu godzin w Tuchomku i nie tylko. A działo się wiele.

Majówkę rozpoczęliśmy pięknym spotkaniem rodzinnym. To była wspaniała, serdeczna i miła rodzinna wizyta. Dziękujemy Basi, Marzence i Grażynce za pomysł. Oby takich pomysłów było więcej a co za tym idzie niezapomnianych chwil spędzonych wspólnie.

 

0
Posted in inne |
Kwiecień 29th, 2018

Moje muffiny to przeważnie dzieło eksperymentu. To eksperymentowanie wychodzi z różnym skutkiem. Czasem efekt jest wspaniały, innym razem mniej.

Tym razem mogę powiedzieć, że eksperyment powiódł się w 100%. Dodatki, jakie użyłam były trochę dziełem przypadku. Okazało się jednak, że ten przypadek sprawdził się wyśmienicie. Smaki wspaniale się uzupełniały. Na pewno zagoszczą na moim stole jeszcze nie raz.

 

Składniki na 12 babeczek:

  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • 150 ml oleju
  • pół szklanki kakao
  • 2 duże jajka
  • 3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
  • 1 spora łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • pół szklanki kwaśnej śmietany 18%

 

Dodatkowo:

  • 12 małych łyżeczek konfitury wiśniowej
  • 12 kostek białej czekolady z nadzieniem migdałowo-śmietankowym***
  • serek mascarpone 250g
  • śmietanka 30% – 125 ml
  • 100 g czekolady Milka Daim (zmielonej)

 

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Mąkę pszenną, proszek do pieczenia i kakao – wymieszać i przesiać.

Do składników suchych dodać jajka, cukier, ekstrakt z wanilii, śmietanę, olej i wszystko razem wymieszać.

Formę do muffinek wyłożyć papilotkami. Na każdą papilotkę nałożyć 1 łyżeczkę ciasta, następnie małą łyżeczkę wiśniowej konfitury, znowu łyżeczkę ciasta, całą kostkę czekolady, którą przykryć następną łyżeczką ciasta.

Piec w temperaturze 170 stopni C, z termoobiegiem, przez około 20 minut lub do tzw. suchego patyczka. Wyjąć i przestudzić na kratce.

 

Serek mascarpone, śmietankę i startą czekoladę dokładnie wymieszać. Tak przygotowany krem włożyć do rękawa cukierniczego i ozdobić muffiny.

 

*** Niedawno w Lidlu był tydzień alpejski. Skusiłam się niestety tylko na jedną białą czekoladę z kremem migdałowo-śmietankowym. Była to wspaniała biała czekolada. Napis na opakowaniu oryginalna szwajcarska jakość brzmi bardzo zachęcająco i słusznie. Czekolada jest bardzo kremowa, nie smakuje jak zlepek tłuszczu i cukru, które prezentują w większości białe czekolady.
Nie jest twarda, ma konsystencję podobną do Milka, po prostu rozpływa się w ustach.
Jest słodka, ale nie przesłodzona. Nadzienie śmietankowo-migdałowe jest pyszne.

 

0
Posted in kulinaria |
Kwiecień 25th, 2018

Kurtkę dżinsową kupiłam kilka lat temu w Tchibo. Od początku nie odpowiadał mi jej kolor, dlatego wisiała sobie w szafie (aż dziw, że jej komuś nie oddałam).

Przeglądając metamorfozy kurtek z dżinsu w internecie postanowiłam spróbować. Eksperyment się powiódł. Jestem zadowolona. Polecam wszystkim, którzy mają tego typu dylematy.

Kurtka została rozjaśniona w najprostszy sposób, czyli wybielaczem. Ja użyłam wybielacza ACE.

Do plastikowej miski wlałam butelkę wybielacza oraz gorącą wodę (objętość dwóch butelek wybielacza). Kurtkę wcześniej dokładnie zmoczyłam a następnie  włożyłam do roztworu z wybielaczem i zostawiłam na ok. 20 minut.
Dla pewności co jakiś czas zmieniałam jej ułożenie, dzięki czemu na koniec została odbarwiona prawie równomiernie. Do tej pracy należy bezwzględnie używać gumowych rękawiczek!!!

Następnie materiał bardzo dokładnie wypłukałam i dwukrotnie wyprałam w pralce aby pozbyć się  nieprzyjemnego zapachu chloru.

Na kurtkę naprasowałam kilka naklejek i jest nie do poznania!!!

 

 

    

 

 

 

2
Posted in inne, kreatywnie |
Kwiecień 23rd, 2018

Bardzo stare drewniane pudełeczko sprezentował mi Wit, jeśli pamięć mnie nie myli, podczas naszej wizyty u Niego w Nowym Targu jakieś czterdzieści lat temu.

Czarne z ręcznie malowanym motywem kwiatowym długo oczekiwało w kolejce na swoją przemianę.

Jesienią wykonałam w Tuchomku tzw. brudną robotę. Szlifierką i papierem ściernym oczyściłam czarną farbę i  kwiatową dekorację.

Wczoraj pomalowałam zewnętrzną  część pudełeczka srebrną farbą (oprócz części na której przykleiłam motyw).

Trzy warstwy farby wystarczyły. Potem motyw przyklejony wikolem. Po wyschnięciu nałożyłam kilka warstw lakieru satynowego na przemian ze szlifowaniem drobnym papierem ściernym.

Czasami praca nie wymaga wielu dodatków, zwłaszcza jeżeli motyw i kolor robią całą robotę. Tak było tym razem. Przepiękny motyl nadrukowany na czarno białym tekście wystarczył. Poddałam się jego urokowi całkowicie i nie stosowałam dodatkowo żadnych wyszukanych ozdobników, technik czy preparatów.

 

BEFORE

 

 

AFTER

 

 

2
Posted in decoupage |