Wrzesień 18th, 2018

 

 

Shoarmę zazwyczaj przyrządza się z jagnięciny lub cielęciny. U nas często spotyka się shoarmę z kurczaka lub z wieprzowych polędwiczek. Ale w każdym przypadku najważniejsza jest specjalna mieszanka przypraw. Można oczywiście kupić gotową, ale najlepiej jest przygotować ją samemu. Ja mam zawsze w słoiczku przygotowaną wcześniej przyprawę do shoarmy, której skład i proporcje podaję niżej:

 

2 łyżki nasion kolendry

2 łyżki kminu rzymskiego

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka gałki muszkatołowej mielonej

1/2 łyżeczki kardamonu

2 łyżeczki słodkiej papryki mielonej

1 łyżeczka mielonego pieprzu

1 łyżeczka przyprawy curry

1 łyżeczka czosnku mielonego

1 łyżeczka soli

pół łyżeczki imbiru mielonego

 

Wszystkie przyprawy muszą być w formie mielonej. Jeśli są w ziarnkach (np. kolendra, kmin rzymski) to należy je zmielić (najlepiej w młynku do kawy). Przetrzymywać w szczelnie zamkniętym słoiczku.

 

400 g polędwicy wieprzowej

2 łyżki masła

2 łyżki oleju

 

Polędwiczki kroimy w małe podłużne kawałki. Mięso doprawiamy przygotowaną przyprawą (dość obficie – wszystkie kawałki mięsa muszą być pokryte przyprawą), mieszamy i odstawiamy do lodówki na co najmniej kilka godzin.

Na dobrze rozgrzanym tłuszczu (masło, olej) obsmażamy mięso (w kilku porcjach, w zależności od wielkości patelni).

Obsmażone porcje mięsa łączymy ze sobą i jeszcze przez chwilę razem podsmażamy.

 

 

Tak przyrządzoną shoarmę podałam z ryżem opisanym w poprzednim poście i rukolą. Można pokusić się i przyrządzić do tego dania sos czosnkowy z majonezem, chyba że nie chce się (tak jak ja) dostarczać sobie dodatkowych kalorii 🙂

 

 

 

0
Posted in kulinaria |
Wrzesień 18th, 2018

 

Inspiracją do stworzenia tego dania był oglądany przeze mnie program Pana Andrzeja Polana „czy na pewno umiesz gotować”. Przepis zmieniłam nieco. W oryginale ryż gotowany był z bulionem warzywnym i mleczkiem kokosowym. Ja ograniczyłam się tylko do bulionu, zmieniając oczywiście jego proporcje. 

Ryż jest wyśmienity! Polecam i życzę smacznego 🙂

Ryż podałam do shoarmy z polędwiczek wieprzowych, o czym napiszę w następnym poście.

 

2 szklanki warzywnego bulionu
1 szklanka ryżu
1 cebula
80 gram makaronu nitki
80 gram rodzynek
olej do smażenia
1 łyżka masła
Sól, pieprz, cynamon mielony
Cebulę drobno siekamy, przesmażamy na oleju. Do cebuli dodajemy drobno połamany surowy makaron, mieszamy. Wsypujemy ryż i całość przesmażamy dokładnie mieszając. Przyprawiamy do smaku solą, pieprzem i cynamonem, wsypujemy rodzynki. Dodajemy łyżkę masła. Wszystko zalewamy bulionem. Gotujemy pod przykryciem na bardzo wolnym ogniu przez 20 minut. 

 

0
Posted in kulinaria |
Wrzesień 17th, 2018

 

 

Bardzo lubię cukinię w różnych kulinarnych wyzwaniach. Tarta jest bezwzględnie na początku listy potraw z tym warzywem. To wspaniała propozycja na obiad czy kolację. Idealna na spotkanie z przyjaciółmi. Niezwykle uniwersalne danie, które smakuje rewelacyjnie zarówno na ciepło jak i na zimno. Która wersja smaczniejsza?  – trudno powiedzieć. Ja lubię obydwie zarówno ciepłą jak i zimną.

Za każdym razem kiedy zamierzam zrobić tartę z cukinią coś zmieniam. Te zmiany dotyczą tylko farszu, bo kruche ciasto do tarty zawsze robię według jednego sprawdzonego przepisu.

Polecam wszystkim miłośnikom dań warzywnych tę tartę, która w poniższym wydaniu okazała się nieskromnie mówiąc,  rewelacyjna! Aga i Bartek byli zachwyceni i nawet Rysiu, który preferuje mięsne dania, poprosił o dokładkę.

 

Składniki na kruchy spód  tarty:

200 g mąki

120 g masła

około 30 ml zimnej wody

spora szczypta soli

1/2 łyżeczki cukru

 

Mąkę łączymy z solą i cukrem. Dodajemy zimne masło. Rozdrabniamy palcami do chwili uzyskania kruszonki. Dodajemy zimną wodę i formujemy ciasto, które umieszczamy w lodówce na około 30 minut. Ciasto wykładamy na wysmarowaną masłem formę do tarty. Nakłuwamy widelcem i podpiekamy w piekarniku (200 stopni) około 15 minut.

Na podpieczony i przestudzony spód tarty wykładamy farsz.

 

Składniki na farsz:

2 małe cukinie

400 ml jogurtu naturalnego

100 g tartego żółtego sera

100 g kremowego twarożku

3 jajka

2 ząbki czosnku

garść posiekanego szczypiorku

garść posiekanego koperku

1/2 papryki czerwonej startej na tarce jarzynowej

sól, pieprz do smaku

ulubione zioła (1 łyżeczka – u mnie prowansalskie)

 

Cukinie pokroić w drobne plastry. Włożyć na osolony wrzątek i gotować przez 2 minuty. Przełożyć na durszlak.

Ostudzone cukinie wyłożyć na spód tarty.

Wszystkie pozostałe składniki dokładnie wymieszać i wylać na ułożoną na spodzie tarty cukinię.

Wstawić tartę do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekać przez około 50 minut.

 

0
Posted in kulinaria |
Wrzesień 16th, 2018

Chłodnik litewski był motywem przewodnim naszych kulinarnych podlaskich smaków. Jesteśmy smakoszami tego specjału, a w czasie urlopowych upałów był wręcz idealny!

To niezwykle orzeźwiająca i smaczna potrawa. Aromatyczna i chrupiąca, kusząca smakiem i niebywałym kolorem.

Jedliśmy tę potrawę w kilku różnych miejscach przemierzając i zwiedzając podlaskie uroczyska i ani razu nie zawiedliśmy się na jego smaku.

Wczorajszy obiad, na który zaprosiłam dzieci aby wspólnie wymienić się wspomnieniami z wakacji, inaugurował właśnie rzeczony chłodnik. Podałam go z jajem na twardo i ze smażonymi ziemniakami z drobno pokrojoną cebulką i swojską szyneczką przywiezioną nomen omen z Podlasia. (dzięki Sylwia!).

 

Składniki:

3 nieduże buraki upieczone w piekarniku*/

4 nieduże ogórki gruntowe

pęczek szczypiorku wraz z cebulkami

pęczek koperku

4 ząbki czosnku

2 pojemniki kefiru (400g każdy)

2 pojemniki jogurtu (400g każdy)

1 pojemnik jogurtu greckiego – 400g

sok z cytryny

pieprz ziołowy

sól – do smaku

cukier – odrobinę (do smaku)

 

*/ Buraki dokładnie myjemy i zawijamy w folię aluminiową. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni na 50 minut. Po ostudzeniu buraki obieramy ze skórki i ścieramy na tarce o dużych oczkach.

Łączymy ze sobą kefir i jogurty. Dodajemy do nich starte na tarce upieczone wcześniej buraki, posiekany drobno szczypiorek wraz z cebulką, posiekany koperek oraz obrane ze skórki i starte na tarce do jarzyn ogórki. Czosnek przepuszczamy praz praskę i dodajemy do chłodnika. Przyprawiamy solą, pieprzem i odrobiną cukru oraz sokiem z cytryny.

Podajemy schłodzony w lodówce z jajem na twardo. Można podać także z ziemniakami z wody okraszonymi zrumienioną cebulką i boczkiem lub z ziemniakami smażonymi (bratkartofle).

 

 

0
Posted in kulinaria |
Wrzesień 6th, 2018

Zainspirowana pomysłem Joli oraz zaopatrzona przez Romcię w tę oto okazałą cukinię przystąpiłam do realizacji nowego kulinarnego wyzwania. Według poniższej receptury powstał smakowity pasztet z cukinii. Wszystkich amatorów cukinii serdecznie zachęcam. Warto spróbować.

 

 

– 1  (jak widać na zdjęciu) okazałej wielkości cukinia

– 3 średniej wielkości marchewki

– 2 średnie cebule

– 8 pomidorów suszonych

– 3 ząbki czosnku

– 4 jaja

– 5 czubatych łyżek bułki tartej

– przyprawy (curry, kmin rzymski, papryka, pieprz ziołowy, czubryca, sól)

– oliwa

Cebulę i czosnek posiekać w bardzo drobną kostkę i podsmażyć na rozgrzanej oliwie.

Suszone pomidory pokroić w kostkę.

Cukinię i marchewkę obrać a następnie zetrzeć na tarce do warzyw.  Cukinię posolić i odstawić na około pół godziny. Dobrze odcisnąć nadmiar soku z cukinii.

Starte warzywa wymieszać dokładnie z podsmażoną cebulką i czosnkiem, pomidorami,  jajkami, tartą bułką oraz przyprawami.

Uwaga: w trakcie mieszania sprawdzić konsystencję ciasta. Powinno być zwarte, więc w razie potrzeby dodać jeszcze trochę bułki tartej.

Dokładnie wymieszaną masę przełożyć do foremki wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą. U mnie wyszła foremka keksówka i dwie małe foremki w kształcie serca.
Tak przygotowany pasztet z cukinii włożyć do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na godzinę. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i pozwolić wystygnąć warzywom.

 

 

 

0
Posted in kulinaria |
Wrzesień 3rd, 2018

Składniki zalewy na  1 i 1/2 kg wypestkowanych śliwek węgierek

1/2 litra octu 10 %

1/2 litr wody

 

Pozbawione pestek śliwki zalewamy wrzącą zalewą. Zalane śliwki odstawiamy co najmniej na 24 godziny. Po tym czasie lekko odsączamy śliwki i układamy w słoikach warstwami. Każdą warstwę posypujemy cukrem (1 łyżeczka). Na wierzchu powinna znajdować się warstwa cukru. Następnie zakręcamy dokładnie wieczka a słoiki odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce.

Pozostałą po śliwkach octową zalewę zagotowuję i przelewam wrzącą do słoiczków. Wykorzystuję ją do sałatek (zamiast octu winnego) oraz do marynowania śledzi.

 

 

0
Posted in kulinaria |
Sierpień 6th, 2018

Druga, duża pakowna torba ze starych dżinsów Rysia. Można ją nosić w ręce, lub zarzucić na ramię. Powstała, podobnie jak poprzednia przy pomocy Pani Irminy, która wykonała najtrudniejszą pracę. Wykroiła i uszyła torbę łącznie z podszewką. Mój był pomysł i fason oraz zdobienia w postaci różnych naszywek.

Ogromną zaletą torby jest jej wyjątkowość i niepowtarzalność. Ponadto jest lekka, co w przypadku jej gabarytów jest bardzo istotne.

 

 

 

0
Posted in inne, kreatywnie |
Sierpień 4th, 2018

Placuszki z cukinii są niskokaloryczne, szybko się je przygotowuje, a przede wszystkim pysznie smakują. Cytowane korzyści na pewno zachęcą niejednego miłośnika tego warzywa do usmażenia cukiniowych placków.

Mnie smakują najbardziej same, prosto z patelni. Można podać je z  jogurtem doprawionym posiekanym czosnkiem, można też wzbogacić smak placków dokładając jeszcze wędzonego łososia.

  • 4 maleńkie cukinie
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1 mała cebula
  • 2 jajka
  • 6 łyżek mąki
  • 1 duży ząbek czosnku
  • posiekany świeży koperek (ok. 3 łyżek)
  • sól i pieprz świeżo zmielony

Umyte cukinie ścieramy na tarce o grubych oczkach. Solimy, mieszamy i odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie cukinie bardzo dokładnie odciskamy z nadmiaru wody. Dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę, jajka, jogurt, mąkę i posiekany koperek. Wyciskamy ząbek czosnku. Solimy i pieprzmy. Dokładnie mieszamy, aż wszystkie składniki się połączą. Na patelni mocno rozgrzewamy olej lub oliwę z oliwek. Nakładamy po łyżce ciasta, spłaszczamy i smażymy z obu stron na złoty kolor.

Smacznego 🙂

0
Posted in kulinaria |
Lipiec 28th, 2018

Wakacje naszych dzieci bardzo różniły się od tych, jakie mają nasi wnukowie.

Dzisiaj często gry na smartfonie i bajki w telewizji wygrywają z tym, co na dworze. Chociaż, przyznać muszę, że nasze wnuki mają przez swoich rodziców rygorystycznie reglamentowane oglądanie bajek. Poza domem czekają teraz na dzieci różne, często doskonale wyposażone place zabaw, to jednak zawsze zabawy odbywają się pod nadzorem dorosłych.

A ich rodzice, nasze dzieci, mogły samopas do woli całe dnie spędzać na podwórku przy trzepaku, czy piaskownicy. Do domu wracały tylko na chwilę na obiad czy przysłowiową kanapkę.

Nasze wnuki w czasie wakacji czas jakiś pozostają pod naszą opieką. W tym czasie Rodzice pozwalają Babci na drobne ustępstwa. Babcia może podkarmiać wnuki słodyczami (oczywiście w miarę rozsądku), pozwala obejrzeć bajki (też w ograniczonym czasie), pójść wspólnie do kina.

Staramy się dawać wnukom pełne poczucie bezpieczeństwa i chociaż daleko nam do ideału, to ważne, że po prostu jesteśmy.

Im dziecko starsze, tym obecność Dziadków w jego życiu staje się ważniejsza. Dzięki nam uczą się nowych rzeczy i poznają świat z zupełnie innej perspektywy niż ten pokazywany przez ich rodziców. Uczymy ich empatii i szacunku do osób starszych, mówimy o swoich doświadczeniach. Opowiadamy o czasach, gdy nie wszyscy mieli telewizję, a telefony miały tarcze, nie ekrany.

Im jestem starsza, tym mam w sobie więcej akceptacji i spokoju. Z takim podejściem łatwiej jest mi dawać wnukom bezwarunkową miłość i dużo cierpliwości. Od własnych dzieci wymagałam więcej posłuszeństwa, wnukom pozwalam czasem wejść sobie na głowę.

Tadzio i Kajtuś spędzili u nas drugi tydzień lipca.

W tym czasie chłopcy uczestniczyli we wspólnym kucharzeniu. Racuchy na jogurcie podane z borówkami amerykańskimi chłopcy jedli po raz pierwszy. Gofry, które konsumowali wielokrotnie na mieście, u Babci  mieli sposobność osobistego uczestniczenia w procesie ich powstawania.

Odlotowy Nielot, to film, który wspólnie ze mną oglądnęli w kinie.

Był wspólny wypad na lody i do restauracji na obiad.

Z ciocią Anitką odwiedzili oliwskie zoo i gdyńskie akwarium, że nie wspomnę futbolowych wyczynów na naszym osiedlu.

Ale najbardziej cenię sobie wspólnie spędzony z nimi czas, wspólne zabawy, rozmowy, czytanie, po prostu bycie razem… 🙂

 

Początek wakacji z Olenką u Sowy na lodach i na zakupach w Alfie.

Popisy Olenki podczas zakupów przybierały różne formy…

Na koniec tradycyjnie truskawkowy lizak z empiku i powrót do domu koniecznie tramwajem.

Początek wakacji to także intensywny czas prób w teatrze, do którego zawoziliśmy i odbieraliśmy Olenkę. W czasie dwóch godzin prób mieliśmy sposobność pospacerować sopockim nadmorskim deptakiem i podziwiać jego uroki.

Po zakończeniu teatralnych zajęć mieliśmy wspólny różny repertuar. Były wspólne lancze u Włocha albo wyjazd na cały dzień na wieś do Tuchomka, albo jak wspomniany wyżej wypad do galerii.

W domu miałyśmy także sposobność wspólnego kucharzenia. Olenka uwielbia ten rodzaj aktywności. Jest bardzo staranna i sumienna, choć czasem na podłodze zostają widoczne ślady jej aktywności 🙂

Zadania malarskie, to także duża przyjemność dla Olenki i muszę przyznać duża umiejętność.

Olenka pod czujnym okiem Tatusia szlifuje swoje rolkowe umiejętności. Tobiś  dotrzymuje jej kroku na rowerku, na którym śmiga aż strach patrzeć 🙂

Wspólny wyjście z Olenką do kina na film „Co w trawie piszczy” no i wspólne lody oczywiście!

Wyjście do kina zawsze łączy się z zakupami, które obydwie bardzo lubimy. Upolowałyśmy w Vistuli fajny tiszert dla Dziadziusia (ten na wystawie) 🙂

Na koniec tradycyjny lizak z empiku…

Chłopcy w oczekiwaniu na spektakl filmowy…

 

0
Posted in decoupage, inne |
Lipiec 27th, 2018

To moje drugie gofry. Pierwsze robiłam z przepisu znalezionego w necie. Miały być super chrupiące. Wyszły bardzo smaczne ale do chrupiących było im daleko.

Drugie, wyszły wyśmienite! A to dzięki przepisowi, jaki dostałam od mojej kochanej Romci. Mogę je polecić każdemu amatorowi gofrów. Na pewno się nie zawiedzie. Zatem do dzieła 🙂

 

5 jajek

20 dkg mąki

1 szklanka mleka

1/4 kostki masła (50 g)

1 łyżka oleju

2 łyżki cukru pudru 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

cukier waniliowy

szczypta soli

 

Jajka ubijać na gładką masę, dodając w trakcie ubijania cukier puder i cukier waniliowy. Następnie stopniowo dodawać roztopione masło, olej i mąkę wmieszaną z proszkiem do pieczenia i solą, na przemiennie z mlekiem. Do nagrzanej gofrownicy nakładać po trzy (2 x 3) stołowe łyżki ciasta. Piec około  6-7 minut w zależności od urządzenia, w jakim pieczemy gofry. U mnie było 7 minut. Gofry muzą być rumiane.

Podawać z cukrem pudrem, dżemem, owocami lub bitą śmietaną (oczywiście koniecznie własnoręcznie ubitą, a nie „sztuczną”).

Nie muszę dodawać, że pieczenie gofrów i ich konsumowanie, w takim towarzystwie jest samą przyjemnością.

Przy pieczeniu pierwszej wersji też miałam pomocników. Tadzio i Kajtuś pomagali w produkcji gofrowych wafli, a z Dziadziem Rysiem i ciocią Anitką w pałaszowaniu (trudno było nadążyć z pieczeniem).

 

0
Posted in kulinaria |