Na razie „koniec z Modiglianim”. I tak zebrała się całkiem niezła kolekcja – siedem sztuk – na każdy dzień tygodnia – ha ha ha. Część bransoletek jeszcze czeka na kilka warstw szklącego lakieru, ale to po świętach.


decoupage
Na razie „koniec z Modiglianim”. I tak zebrała się całkiem niezła kolekcja – siedem sztuk – na każdy dzień tygodnia – ha ha ha. Część bransoletek jeszcze czeka na kilka warstw szklącego lakieru, ale to po świętach.


Już ostatnie tegoroczne wydmuszkowe cacka. Każda pisanka z motylim motywem. Ale na tym koniec. Od jutra pora na mazurki, pasztety i inne smakołyki. Trzeba zakasać rękawy, puścić wodze fantazji i wyczarować nie tylko smaczne ale przede wszystkim piękne mazurki, które stanowią niezbędny element wielkanocnego menu.
Pisanki pt. motylem jestem…

yellow – co mu w duszy gra

w kolorze blue

eggs na szóstkę

Amazing Victorian Butterfly!

numer cztery

i numer dwa

Mój ulubiony styl vintage króluje na tegorocznych pisankach.
Wydmuszki i zabawa w malowanie, klejenie, dopasowywanie, wycinanie, wyrywanie i na koniec lakierowanie. I tak wczoraj a właściwie dzisiaj do drugiej w nocy.

fotografie vintage i victoriańskie motyle

La luna – Piero Fornasetti

Charlie Chaplin

butterfly

vintage photography


Sentyment i podziw dla malarstwa Modiglianiego nigdy mnie nie odstępuje. Wczoraj przypadkiem pomyślałam, że jego bardzo piękne i charakterystyczne prace mogłoby znaleźć się na bransoletce. Oczywiście od razu przystąpiłam do dzieła. Podoba mi się końcowy efekt. Zdjęcia niestety nie dorównują oryginałowi. Zastosowałam trochę przecierek i szklący lakier, który nadał motywom głębi. Dziś już jestem pewna, że powstanie seria bransoletek z Modiglianim.



Wreszcie wczoraj mogłam wziąć „głębszy oddech”. Nadszedł spokój i rozluźnienie, którego oczekiwałam od wielu dni. Wraz z nim pojawiła się chęć do moich decoupagowych zmagań. Zapewne mój dobry nastrój znalazł odzwierciedlenie w zastosowaniu muzycznych motywów na bransoletkach. A żeby nie było zbyt monotonnie na dwóch oprócz nutek pojawiły się motylki w stylu vintage. Mnie ta muzyczna seria bardzo przypadła do gustu. Na pewno jedną z nich zostawię w swojej kolekcji.




Na przekór wszystkim zmartwieniom i troskom rzuciłam się w wir decoupagowania. W wyniku tego „wirowania” powstało pięć kolejnych wiosennych, delikatnych trochę jakby porcelanowych bransoletek.
dla miłośniczek lawendy
subtelna niebiesko-biała „les fleurs”
Także w niebiesko-białej tonacji, szeroka 5 centymetrowa o obłym kształcie
i jeszcze dwie różane
A późną nocą, kiedy sen nie przychodził, dwie wydmuszki przeistoczyły się w pisanki pod tytułem: victorian butterfly
Wiosna w tym roku nie może się zdecydować. Już nieśmiało dawała o sobie znać, ale od tygodnia jakby czas zaczął biec wstecz. Śnieg, wiatr, mróz – zima nie odpuszcza. Ale to normalne – marzec, a jak mówi przysłowie – w marcu jak w garncu.
Na przekór powracającej zimie u mnie na bransoletkach trochę wiosny. Wczoraj mnie naszło i są – na razie cztery. Więcej niebawem.

Przy nawale różnorakich zajęć niełatwo mi było wygospodarować czas na działalność podkładkową. Ale się udało. 47 sztuk czeka. Odbiór niebawem. Też już czekam a właściwie nie mogę się doczekać corocznej grudniowej wizyty Wyspiarzy Asbahrów w Gdańsku. Póki co to mogę im tylko pozazdrościć słońca i ciepła. Odpoczynek na Teneryfie zasłużony w 100 % po ciężkim i długim sezonie w Restaurant zum Walfisch. Odpoczywajcie i wracajcie do nas radośni i pełni sił, które przydadzą się by sprostać długim wizytom u Polskich przyjaciół i wielogodzinnym marszom po Trójmiejskich galeriach. A 04 grudnia w Operze Bałtyckiej czeka nas Wolfgang Amadeusz Mozart ze swoim arcydziełem – „Czarodziejskim fletem”.