Na kuchennym blacie

Z tego miejsca wszystko wydaje się bliższe i dostępniejsze. Tu poznać można różne ciekawe rzeczy, które fascynują i rodzą dziesiątki pytań. Stąd za oknem zobaczyć i podziwiać można ruchliwą ulicę, deptak na którym dzieje się tak wiele,  morze i czasem statek (dzisiaj niestety odpłynął). A pod wieczór z daleka świeci czerwony neon na Ergo Arenie i rząd latarni na deptaku.

W kuchni jest naprawdę fajnie, bo dużo się tu dzieje. Można by rzec, że odrabiamy tu z Olenką wspólne lekcje. Ja uczę się Olenkowego słownika wyrazów, których każdego dnia przybywa i choć nie zawsze udaje mi się zrozumieć, to przyznać muszę , że radzę sobie całkiem nieźle. Olenka jak gąbeczka chłonie każdy mój ruch, każde wypowiedziane zdanie. Poznaje coraz nowe kuchenne przedmioty i ich zastosowanie (wczoraj np. blender). Podziwiam z jaką łatwością przychodzi jej zapamiętywanie nowych pojęć i wyrazów.

U Babusi

Poniedziałek z Babusią Jagodą był bardzo sympatyczny i dostarczył wielu pięknych emocji. Olenka się „rozgadała” i nie są to już pojedyncze wyrazy, ale zdania składające się z dwóch, trzech słów. Mała „papużka” powtarza niemal każde słowo, często bardzo zabawnie. Porozumienie pełne. Fajnie nam razem. Olenka radosna, uśmiechnięta; babusia – szczęśliwa i dumna.

Urlop na Podlasiu

Wakacje dobiegły końca. Ubiegły tydzień spędziliśmy jak co roku na Podlasiu, które zawsze czaruje  nas malowniczą, dziką, czystą przyrodą, różnorodnością kulturową, gdzie można spotkać stojące obok siebie kościół, synagogę czy cerkiew, gdzie spotkać można ludzi otwartych, pogodnych i przyjaznych dla turystów. Tu można się wyciszyć i nasycić spokojem i pięknem tamtejszej przyrody. 

Wróciliśmy z pewnym niedosytem, że za krótko, ale pełni pięknych wspomnień i wrażeń, które uwieczniliśmy na kilku fotografiach.

I jak tu nie kochać Podlasia!!!
Pentowio – europejska wioska bociania. Będąc na Podlasiu zawsze tu zaglądamy, podziwiając naszych czerwononogich ulubieńców i malownicze tereny Starorzecza Narwii.

 

  
 
 
 
 

  

Z Pentowa już tylko kilka kilometrów do Kiermus, gdzie w karczmie Rzym wypiliśmy dobrą kawę i zjedliśmy pyszne pierogi.

 

Tykocin powitał nas w tym roku piękną słoneczną pogodą. I chociaż znamy tu każdy zakątek, to nigdy nie omijamy tego miasteczka, bo jest naprawdę wyjątkowe.

 

 

 

I łyk zimnego soku w Alumnacie, gdzie dodatkowo ochładzał nas świeży powiew wiatru znad rzeki Narwii.

 

 

Tu w Tykocinie w kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy kilka dni wcześniej 5 sierpnia Sylwia i Wojtek ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską… Mieliśmy zaszczyt być gośćmi tej wspaniałej uroczystości i bardzo serdecznie kibicowaliśmy Młodej Parze. Uroczystość zaślubin swój finał miała w Eliocie w Rutkach Kossakach, gdzie  440 gości bawiło się na wspaniałym weselnym przyjęciu do białego rana.

 

  

Urlop na Wyspie c.d.

Szef Klaus serwował nam różne wspaniałe dania. Za każdym razem starał się nas czymś zaskoczyć.  Codziennie można było liczyć na pyszną niespodziankę. Tym razem specjalnie dla nas kupił tego okazałego turbota (steinbutt’a). To płastuga o wyjątkowo smacznym mięsie. Przez dwa dni raczyłyśmy się tą pyszną rybą, za każdym razem przyrządzoną na inny sposób – mniam, mniam…

Tak wygląda feierabend w Restaurant zum Walfisch – pełne rozluźnienie i wygłupy zwłaszcza w wykonaniu szefowej Joli. Humor dopisywał nam każdego wieczoru.

Lipiec w tym roku nie rozpieszczał pogodą. Jak widać na Wyspie plaża świeci pustkami. Tylko najwięksi zapaleńcy nie zważając na temperaturę korzystają z plażowania i kąpieli.

Zdecydowana większość wypoczywających preferowała spacery, „łapiąc” każdy promień słońca gdzieś w zaciszu na ławce, czy na wietrznym molo. Pełne w taką pogodę były kawiarnie, restauracje i sklepy.

Plaża w czasie odpływu

W moim ulubionym zaciszu, pięknym parku siedząc na ławce w otoczeniu pachnących ziół oddawałam się lekturze. 

„Żabi król” w parku zbiera datki na… bociany!

Wypad do uroczej wioski wczasowej położonej na Wyspie – Nieblum był  jak co  roku bardzo udany. Ten niezwykłe piękny zakątek o wyjątkowym klimacie i uroku podziwia się za każdym razem i zawsze chętnie tu wraca.

Restauracja w Nieblum „Guten Appetit” prowadzona przez zaprzyjaźnionych z Jolą Polaków. Tu zjedliśmy bardzo smaczny obiad. 

I jeszcze w ramach wakacyjnych wspomnień – tupot białych mew….

Zapomniałam jeszcze o balkonowym „intruzie” – Panu gołębiu, który w tym roku także rozgościł się na balkonie u  Państwa Asbahr’ów nie pytając nikogo o zgodę. Wysiadywał na gnieździe, które uwił  na antenie satelitarnej i czuł się jak u siebie.

Czas się pożegnać z Wyspą z moją kochaną Jolą i Klausem. Niestety Fohr nie wita tylko żegna (zdjęcie zrobione ze statku). Pora wracać do domu, gdzie czeka mój Ryś. Też już nie mogę się doczekać…

Jeszcze kilka spojrzeń na „oddalający się” Wyk auf Fohr

Urlop na Wyk auf Fohr

Wspomnienia

Urlop jak co roku na Wyspie upłynął bardzo szybko. Dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasł. I choć pogoda dopisała średnio, to nie przeszkodziła w spokojnym, beztroskim wypoczynku. Sprzyjała nadrabianiu książkowych zaległości. Przeczytałam cztery pozycje przez co moja średnia roczna trochę podskoczyła. Zaczęłam od Paulo Coelho „Weronika postanawia umrzeć

Cytat: „Ma­my pra­wo po­pełniać w życiu wiele błędów. Oprócz jed­ne­go: te­go, który niszczy nas samych”.

Wspaniała powieść, którą czyta się jednym tchem, jak inne książki P. Coelho. Nie dziw, że są głośne i popularne. Dzięki nim można dostrzec wiele spraw, które do tej pory mijaliśmy, które były nam obojętnie.

„Alchemik” również autorstwa Paulo Coelho to druga pozycja, którą znalazłam w Joli bibliotece. Baśniowa książka o marzeniach andaluzyjskiego pasterza, podążającego za własnym powołaniem, podejmującego ryzyko, stawiającego czoła wszelkim przeszkodom.

Cytat: „Nie mów nic. Kocha się za nic. Nie is­tnieje żaden powód do miłości”. 

Więcej książek autorstwa Paulo Coehlo u Joli nie znalazłam. Ale trafiłam na  „Villas nic przecież nie mam do ukrycia”  Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza. Wydana zaledwie miesiąc przed śmiercią bohaterki. To bardzo poruszająca, a chwilami nawet wstrząsająca historia gwiazdy polskich i amerykańskich scen obdarzonej absolutnym słuchem i głosem o niespotykanej skali i barwie.

Ostatnia najobszerniejsza pozycja – Danuta Wałęsa Marzenia i tajemnice wciągnęła mnie bezgranicznie. Opowieść wspaniałej kobiety, matki i żony do której po przeczytaniu książki nabrałam jeszcze większego szacunku i podziwu.

c.d. urlopowych wspomnień – jutro

W Sopocie

W poniedziałek bardzo sympatyczny wieczór z wyjątkową atmosferą towarzyszącą EURO spędziłyśmy z Julką w Sopocie. Najwięcej spacerowiczów i kibiców oglądających mecz koncentrowało się na placu Przyjaciół Sopotu i Monciaku. Wśród kibiców przeważali Irlandczycy i Hiszpanie.  

W Ristorante Tesoro

Piękne sopockie molo, Hotel Grand i równie urocza modelka

Ach to sopockie molo – przyciąga niczym magnes

A ten piękny hibiskus o wyjątkowej barwie dostałam od Julii

Radości Wielkanocne

Radość Wielkiej Nocy już dawno za nami, ale długo ciągnące się zdrowotne niedomagania nie pozwoliły mi na wcześniejsze podsumowanie tych szczęśliwych chwil.

Pierwszy dzień świąt w prawdziwie radosnej rodzinnej atmosferze spędziliśmy u Natki i Tomka, którzy gościli również Agnieszkę, Bartka i  Rodziców Tomka. Do tego najmłodsi przedstawiciele naszej rodziny Olenka i Tadzio – zebrała się całkiem niezła czeredka…

Niczego nie zabrakło: była ciepła rodzinna atmosfera, tradycyjne Wielkanocne bardzo smaczne jadło i radość wspólnie spędzonych świątecznych chwil. Na pewno nie dopisała w tym roku pogoda, ale nawet ona nie zepsuła nam nastroju.

Tak radośnie reagował Tadzio na widok Mamy przebranej za misia

A miś był przecudnej wprost urody

Tata i Wujek – podwójna duma 

Tradycyjnie, suto i bardzo smacznie

I chociaż stół uginał się od smakowitych dań – to Olenka za aprobatą Cioci z wielką radością drobiła kromkę chleba, z której tylko niewielka część trafiała do jej buzi.

 Szczęśliwa Mama – fotoreporter i Tadzio całkowicie pochłonięty konsumpcją ciasteczka

A to najpiękniejszy świąteczny obrazek. Olenka i Tadzio „zaczytani” w lekturze, którą tak niedawno zgłębiali ich rodzice: „Stoi na stacji lokomotywa, ciężka, ogromna i pot z niej spływa – tłusta oliwa… „

A drugiego dnia u nas w nieco okrojonym składzie, ale równie radośnie i smacznie.