Początek zmian

 

KRZESŁO  W  STYLU  PROWANSALSKIM (początek zmian)

Kolejne stare krzesło, które ma tę samą historię co poprzednie,  poddane zostało obróbce, która ma na celu zmianę jego wizerunku. Zaczęłam od dokładnego przetarcia papierem ściernym i umycia na mokro celem pozbycia sie pyłu powstałego przy szlifowaniu. 

A tak prezentuje się z jedną warstwą akrylówki (kolor przekłamany – wygląda na biały – w rzeczywistości jasno szary).

Z trzema warstwami farby.

Teraz będzie schło. A jak znajdę trochę czasu zrobię przecierki.  Chcę jeszcze na nim namalować napis ale najpierw muszę zrobić szablon. Mam nadzieję, że zdążę przed zimą…

A potem jeszcze warstwa wosku i zagości w kuchni.

Bransoletka – panterka powstała w zeszłym tygodniu. Dzisiaj miała sesję zdjęciową.

Piękny jesienny weekend

Pierwszy jesienny weekend w tym roku obdarzył nas wspaniałą pogodą. Uciekaliśmy więc na całe dnie do Tuchomka, żeby łyknąć jesiennych promieni słońca a przy okazji  trochę popracować. Najwyższy czas już na jesienne porządki. Plany miałam bardzo ambitne, ale niestety na planach się skończyło. Niespodziewanie w sobotę rano opadły mnie „korzonki” i pozostało siedzenie na słońcu z książką w ręku.

Udało mi się wprawdzie zrobić kilka podkładek i pudełko, ale to naprawdę bardzo niewiele z tego co zaplanowałam. Za to Ryszard całe dwa dni malował.

modowo

plażowo

vintage

moje ulubione: Woody Allen ze swoją muzą i zielonooki na fortepianie

Hilda  by Duane Bryers

 

 Pudełko wyszło całkiem nieźle. Fajny  motyw.

 

Pracowite wieczory

 

W tym tygodniu każdy wieczór pościłam na moją decoupage’ową działalność. Skończyłam zapowiedzianą wcześniej bransoletkę z A.H. i pudełko na spóźniony prezent urodzinowy (mam nadzieję, że jubilatka wybaczy mi spóźnienie a pudełko przypadnie jej do gustu). 

„W kwiatach dzikiej róży”

Ostatnia z serii bransoletek z wizerunkiem Audrey Hepburn.

I pudełko pod tytułem – „randez-vous”, które może być np. na karty, bo ma w środku dwie przegródki. Ale ja chciałam je podarować jako kasetkę na biżuterię (pierścionki, kolczyki), chyba że obdarowana przeznaczy je na inne drobiazgi.

 

Kilka podkładek

Kiedy znudziło mnie ciągłe lakierowanie i szlifowanie bransoletek zrobiłam kilka podkładek. Od razu poprawiłam sobie humor, no bo ile można lakierować i szlifować – uf!

Dwie fajne – moim zdaniem – w stylu vintage, których motywem sa stare reklamy. Będą przydatne w mojej kuchni.

No i ze „starą znajomą” – Hildą by Duane Bryers. Te napewno polecą na Wohr. Tam są „najmilej widziane”.

I tak powstała seria

 

„MODNA”

Bransoletka z A. Hepburn, którą zrobiłam w ubiegłą niedzielę zachęciła mnie do zrobienia jeszcze kilku o podobnym charakterze. Dzisiaj powstały trzy a w zamyśle mam jeszcze jedną, która niebawem dołączy do tej serii. Przewodnim motywem każdej jest A. Hepburn. Zabawa przy ich powstawaniu polegała na eksperymentowaniu w doborze motywów i kolorów metodą wielu prób dopasowywania poszczególnych elementów.

„MAKOWA”

„SUBTELNA”

Róża – piękny, zachwycający kwiat. Tym razem zdobi bransoletkę, która powstała dzisiaj w „biegu” między  jedną a drugą z A. Hepburn.

 „RÓŻANE PĄKI”

Bransoletka z A. Hepburn

Zabawa formą i kolrem

 W przepiękną wrześniową niedzielę, w otoczeniu przyrody w wyniku wielu przymiarek powstała kolejna bransoletka. Ta zabawa formą i kolorem sprawiła mi prawdziwą frajdę. Bransoletka ma już swoje przeznaczenie. Trafi do kogoś, kto ceni sobie oryginalność i kocha Audrey Hepburn.

A w Tuchomku już jesień. Dowodem jest rozchodnik okazały, który nabrał różowej barwy, żółci się już nachyłek i rudbekia. Te kwiaty świadczą o tym, że jesień za pasem.

A niżej wciąż nie przestaje kwitnąć pelargonia no i moje kochane nawłocie, zwane też mimozami.

Lubię nawłocie – okazałe wiechy żółtych kwiató. Tworzą wyraźne żółte  plamy i ożywiają coraz bardziej ponury jesienny ogród. Ta niewybredna dość ekspansywna bylina, która łatwo sama się rozsiewa zawsze znajdzie miejsce w naszym ogrodzie.

Nawłocie nazywano mimozami. Jak w przepięknej piosence Niemena: „Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła…”.

malowana sobota

Prawdziwy, stary, drewniany mebel posiada duszę i nieprzemijające piękno.

Before

Krzesło stare przedwojenne. Na odwrocie widoczna „metryczka” – pieczątka zachowana prawie w całości: (dobry tusz!!!) „Józef Januszewski – skład kolonialny i wyszynk – wyroby tytoniowe – Lniano, pow. Świecie”. Krzesło wykonane w Polsce.

Dla nas ma ono wyjątkową wartość. Pochodzi z restauracji mojego Teścia. Dlatego choć nie było już w najlepszej „kondycji” – postanowiłam dodać mu trochę rumieńców – sprawić, że będzie mogło jeszcze czas jakiś pobyć z nami przywodząc ze sobą nie jedno wspomnienie.

Ma już przygotowane miejsce a nawet trzy (łazienka, sypialnia lub kuchnia) – zobaczymy, gdzie będzie się lepiej komponowało.

Trochę zachodu z nim było! Brakowało kilku śrub bez których nogi się „rozchodziły”. Ale najwięcej pracy wymagało szlifowanie i szorowanie całej powierzchni, a zwłaszcza wszystkich zakamarków,  celem odtłuszczenia.

Po tych niezbyt lubianych przeze mnie zabiegach czyszczących nastąpiło: malowanie, malowanie, malowanie (trzykrotne). Tak wyglądało z jedną warstwą farby.

After

A tak wygląda po trzech warstwach srebrnej akrylowej farby (szwedzkiej) i wtarciu jednej warstwy pasty pozłotniczej (srebrnej). Pozostanie już tylko polerowanie (po 24 godzinach) i pokrycie warstwą werniksu.

Ryszard też malował domek i okiennice.

Po zmaganiach z „Józwowym” krzesłem – zabrałam się za decu. I tak powstał świecznik z rybami i dwie bransoletki, które są namacalnym dowodem na to, że już tęsknię za latem…

Sławni, wielcy, niezapomniani

 

 

Sesja zdjęciowa w plenerze

Ciepło, słonecznie i bezwietrznie – ostatnie okruchy lata. Odpoczynek w Tuchomku wspaniały! Przycinanie krzewów, suchych kwiatów, gotowanie, czytanie no i oczywiście najprzyjemniejsze – decoupage’owanie. Rezultat –  taka oto skrzynka a na niej: sławni, wielcy, niezapomniani. Pracować w tak piękną pogodę na powietrzu to prawdziwa przyjemność!

 

 

I jeszcze małe pudełko – zgodnie z życzeniem Joli motyw – róże. Postarzone, poprzecierane – shabby chic. Nie wiem czy jeszcze dodać trochę złoceń?

 

 

I duże pudło na karty menu do Restaurant zum Walfisch w trakcie pracy!

 

 

Budda podbija świat

Buddha erovrar varlden

Kasetka w kształcie książki na cenne kobiece drobiazgi. Pracowałam nad nią z przerwami od półtora roku. Ciągle coś zmieniałam – dodawałam nowe elementy, napisy, cieniowałam, złociłam, patynowałam. Zmieniała swój wygląd wielokrotnie. Potem jeszcze kilkadziesiąt razy lakierowałam, szlifując po każdych pięciu warstwach lakieru. Wiele godzin poświęciłam na jej wykonanie, ale w przypadku tego pudełka zawsze wracałam do pracy nad nim z przyjemnością, bo ciągle się zmieniało i wyglądało coraz ciekawiej. Chyba zostanie u mnie, bo bardzo się do niego przywiązałam.

Ostatecznie wygląda – jak niżej. W rzeczywistości lepiej,  zdjęcia niezbyt udane.