Radości Wielkanocne

Radość Wielkiej Nocy już dawno za nami, ale długo ciągnące się zdrowotne niedomagania nie pozwoliły mi na wcześniejsze podsumowanie tych szczęśliwych chwil.

Pierwszy dzień świąt w prawdziwie radosnej rodzinnej atmosferze spędziliśmy u Natki i Tomka, którzy gościli również Agnieszkę, Bartka i  Rodziców Tomka. Do tego najmłodsi przedstawiciele naszej rodziny Olenka i Tadzio – zebrała się całkiem niezła czeredka…

Niczego nie zabrakło: była ciepła rodzinna atmosfera, tradycyjne Wielkanocne bardzo smaczne jadło i radość wspólnie spędzonych świątecznych chwil. Na pewno nie dopisała w tym roku pogoda, ale nawet ona nie zepsuła nam nastroju.

Tak radośnie reagował Tadzio na widok Mamy przebranej za misia

A miś był przecudnej wprost urody

Tata i Wujek – podwójna duma 

Tradycyjnie, suto i bardzo smacznie

I chociaż stół uginał się od smakowitych dań – to Olenka za aprobatą Cioci z wielką radością drobiła kromkę chleba, z której tylko niewielka część trafiała do jej buzi.

 Szczęśliwa Mama – fotoreporter i Tadzio całkowicie pochłonięty konsumpcją ciasteczka

A to najpiękniejszy świąteczny obrazek. Olenka i Tadzio „zaczytani” w lekturze, którą tak niedawno zgłębiali ich rodzice: „Stoi na stacji lokomotywa, ciężka, ogromna i pot z niej spływa – tłusta oliwa… „

A drugiego dnia u nas w nieco okrojonym składzie, ale równie radośnie i smacznie.

Wielkanoc tuż tuż

Wielkanocne aranżacje powstały na bazie pisanek, świątecznych baranków, zajączków, bazi, ptaszków, przepiórczych jajeczek i piórek. Proste, bez zadęcia i udziwnień. W domu „zapachniało” wiosną choć za oknem wręcz przeciwnie – deszcz ze śniegiem. Dla mnie to dodatkowa mobilizacja, aby rozpocząć mazurkowe wypieki.

Fajansowa stara beczka a w niej pęk bazi, na których wiszą kartonowe ptaki – śpiewaki. Bazie zachwycają purpurą gałązek.

Typowo ludowa aranżacja: słomiany, bazarowy koszyk, „cepeliowski” wełniany baranek i pisanki – prawdziwe rękodzielnicze cuda.  

Cynowy talerz – jakieś koszykarskie trofeum z lat siedemdziesiątych a na nim moje pisanki – dekoupage’anki.

Z serii rodzinnych pamiątek – stary, przedwojenny, platerowany srebrem półmisek z pachnącą świecą, przepiórczymi wydmuszkami i kolorystycznie dobranymi pisankami (trzy wykonane przeze mnie – „złota” i „ptaszkowe”).

Pani Rudowłosa, pisanka – szmacianka w starym kieliszku do wina. Miałam całą kolekcję ubranych w szmatki wydmuszek. Robiłam je w okresie, kiedy Natka była malutka. Ona czynnie uczestniczyła w ich tworzeniu. Pozostała mi tylko P. Ruda – inne zmieniły właściciela.

Ptasie gniazdko i zajączek – stara zabawka Natki, którą tatuś przywiózł jej z jakiejś podróży.

Skrzynkowa metamorfoza

Stara, trochę wysłużona skrzynka, która przez kilka lat z chwilą nadejścia ciepłej wiosennej pogody upiększała przeróżnymi kwiatowymi kompozycjami balkonowy parapet.

Po wykonaniu niezbędnych zabiegów „pielęgnacyjnych” znajdzie miejsce w łazience na akcesoria kąpielowe.

Before

 After

Tak wygląda po czyszczeniu, malowaniu i szlifowaniu – czyli po wykonaniu „brudnej” roboty. Ozdobieniem i wykończeniem zajmę się później. Po ostatecznym „upiększeniu” trafi do łazienki.

Utalentowany muzycznie  – Anioł Meloman – kilka lat temu wypatrzony na Jarmarku Dominikańskim wisiał w pokoju nad biurkiem wypełniając wnętrze starej ramy wykonanej w stylu shabby schick. Kilka razy próbowałam znaleźć dla niego inne miejsce, ale nie do końca byłam z moich pomysłów zadowolona. Ostatecznie został zawieszony w łazience, gdzie moim zdaniem komponuje się znakomicie. 

Łazienkowy anielski trębacz

Nasze wspólne sprawy

Razem w kuchni

Olenka towarzyszy mi przy wszystkich kuchennych pracach. Grzecznie i dumnie siedzi na krześle (z boku asekurowana przez Dziadziusia) i obserwuje każdą wykonywaną przeze mnie czynność. A ponieważ dzieje się tu wiele ciekawych rzeczy, to jej zainteresowanie i chęć przebywania w kuchni jest bardzo duża. Zadaje przy tym nieskończoną ilość pytań, a ja cierpliwie w dostępny sposób tłumaczę jej i nazywam każdą czynność i przedmiot (czasem wielokrotnie). Ona chłonie wszystko co usłyszy niczym gąbka i tylko w jej znany sposób powtarza wydając dźwięki, które określić można jako język Olenki.  Jest to bardzo trudny język. Nie zawsze udaje nam się powtórzyć za nią, ale rozumiemy i skrzętnie notujemy w pamięci poszczególne wyrazy Olenkowego języka. Cieszymy się z każdego nowego słowa. Z dumą i radością powtarzamy za Olenką utrwalając sobie nowe „wyrazy”, które kiedyś będziemy wspominać z rozrzewnieniem.

Stary fotelik w nowej szacie

Ten staruszek pochodzi z mojego rodzinnego domu. Mam więc do niego szczególny stosunek. Z sentymentem powracam do lat dzieciństwa przypominając sobie miejsce jakie zajmował w domu, wspominam bliskich, którzy na nim siadali, fragmenty różnych zdarzeń, których był świadkiem. Kiedy trafił do nas po odwiedzinach u tapicera wyglądał tak:

Zdjęcie nie szczególne (zapomniałam przed oddaniem do renowacji  go sfotografować).

A oto jego nowe wcielenie:

Zmienił się diametralnie, nie do poznania. Kiedy go zobaczyłam  w nowej szacie byłam zachwycona! Nie spodziewałam się takiego wspaniałego efektu. Okazało się, że pod kilkoma warstwami różnych tapicerskich obić – ukryta została jego właściwa sylwetka różniąca sie zasadniczo od tej jaką prezentował przez lata w naszym domu. Pan, który dokonał jego renowacji to prawdziwy artysta!!! Zrobił to wspaniale!!! Dzięki Gosiu za tak wspaniałego fachowca i pomoc w organizacji całego przedsięwzięcia.

Materiał, który wybrałam okazał się strzałem w dziesiątkę. Zarówno kolor, jak i motyw bardzo pasują do tego starego mebla oraz do miejsca, jakie obecnie zajął w naszym domu. Gosiu – Twoje materiały są wspaniałe!!! – dzięki.

 

Kuchenny czasomierz

 

Znalazłam po długich poszukiwaniach w Almi Decor zegar do kuchni – seria Bahira. Wypatrzyła mi go Jola, która ma oczy „dookoła głowy”. Forma prosta, metalowa oprawa w kształcie talerza bardzo pasuje do kuchni, a cyferblat w starym stylu dodaje mu szyku. Nie odgrywa na ścianie głównej roli, raczej dobrze komponuje się z tapetą.

Wczoraj doczekał się zawieszenia – wygląda fajnie.

Świerkowe samosiejki

Mini choinki – świerkowe samosiejki 

Postawiłam w tym roku na naturalne minimalistyczne ozdoby świąteczne. Samosiejki  świerka pospolitego po świętach wrócą do natury – zostaną posadzone w Tuchomku.

W dużym szklanym naczyniu dwie sadzonki świerka w towarzystwie dużej muszli

Obok żaba – jogin, którą podarowała mi Jola (to kolejna żaba od niej)

 Sadzonki z korzonkami w wodzie z dekoracyjną muszlą i kamieniem

Samosiejka w wazonie ozdabia przedpokój

A może pokój?…

A te piękne szyszki (poniżej) – wiatr zdmuchnął z naszego okazałego tuchomkowego świerka

 

Wszystkim czytelnikom mojego bloga składam najserdeczniejsze życzenia z okazji  Świąt Bożego Narodzenia –  świąt wyjątkowych, magicznych, niezwykle uroczystych, długo oczekiwanych, okraszonych wieloma tradycjami, świąt gromadzących przy stole wielopokoleniowe rodziny, świąt emanujących ciepłem i bliskością.